Wiesz, może i była dziura, choć mi to się jakoś specjalnie w oczy nie rzuciło, ale prawda jest taka że to był pierwszy mecz tej drużyny, w tym naszym najsilniejszym aktualnym zestawieniu. I sami piłkarze zresztą przyznają że gra była przyzwoita, co najwyżej dobra. Dziury i przestoje są i muszą być na tym etapie budowania drużyny, po to będą następne mecze żeby to wyeliminować i poprawiać z czasem organizację swojej gry, pierwszym poważnym sprawdzianem tej taktyki i pierwszego etapu budowania drużyny (czyli szukania i zgrywania trzonu pierwszego składu) będzie mecz z Hiszpanią. Dla mnie wartościowym krokiem była widoczna eliminacja większości bezsensownych długich podań od obrońców do napastników (o ironio po dwóch takich padły gole...Wilmore pisze:Bzdura. Na środku pola była wielka dziura i dla mnie zaskoczeniem jest to, że Bułgarzy jej nie wykorzystali, ani Smuda jej nie załatał prędko. Z drugiej strony po co miał, skoro jego zespół grał nieźle i bez tego, bo rywale nie potrafili wykorzystać tego, co pokazaliśmy w tym fragmencie boiska. Zdyscyplinowana taktycznie ekipa, jaką jest Finlandia, to spokojnie wykorzysta, więc zadaniem dla selekcjonera jest załatanie tej niesamowicie widocznej dziury w ustawieniu.A to wszystko to już tylko i wyłącznie wróżenie z fusów, nic więcej.
Tu się nie zgodzę, a raczej widzę nieścisłość - gra defensywna całej drużyny wyglądała w pierwszej połowie bardzo obiecująco, dobry pressing itd., ale już w samej linii obrony tylko Glik wyróżniał się zdecydowanie na plus, Żewłakow i Dudka w kwestii defensywnej przeciętnie, słaby był Kowalczyk. Ale też współpraca linii defensywnej to kolejna kwestia do której potrzeba sporo czasu no i wyboru tych dwóch, trzech zawodników, którzy będą tworzyć jej trzon - a na razie jedynym pewniakiem jest Żewłakow...Wilmore pisze:Jak ktoś słusznie zauważył w prasie - gra defensywna i tak siedziała od początku. Ale tu się trudno dziwić, środek pola taki a nie inny, i niezgrana defensywa. Jednak tu - jak mówił asystent selekcjonera - wymagana jest największa praca, bo na razie wygląda to strasznie. Dobrze, że są tego świadomi.Drugie primo to to, że większość tych sytuacji Bułgaria sobie stworzyła w momencie kiedy na boisku było już 4-5 naszych zmienników i organizacja gry defensywnej musiała siąść.
Po prostu jesteś odzwierciedleniem krytyków Leo w krytyce Smudy.Wilmore pisze:Uznasz, że jestem obiektywny po zachłyśnięciu się takim wynikiem z takim rywalem w takich okolicznościach? Dziękuję, postoję, od dawna jestem tu jednym z bardzo nielicznych z dystansem i realnie oceniających grę użytkowników i mi z tym bardzo dobrze.I taka rada - wymagasz obiektywizmu, to sam go trochę okaż.
W Lechu? Jego przygoda z Lechem była raczej pozytywnym zjawiskiem, pokaż mi polski zespół który grał taką piłkę w pucharach w ostatnich latach, o mistrzostwo walczyli do ostatniej kolejki, z tym że mieli trzy czy cztery mecze w których razili nieskutecznością i zremisowali. Zresztą:Wilmore pisze:Tak, jak w Odrze czy Lechu. Mit z Widzewa wiecznie żywy.Smuda to Smuda, ma swoje dziwności, ale właściwie w całej karierze Smudy prawie zawsze broniły go wyniki i styl gry, ot co.
Chyba jednak "ciut" więcej niż mit Widzewa...W maju 1995 objął funkcję trenera jednej z czołowych drużyn ligi, Widzewa Łódź, z którym na koniec sezonu 1994/1995 zajął drugie miejsce w ekstraklasie, ustępując jedynie warszawskiej Legii. W następnym sezonie prowadzona przez Smudę drużyna nie przegrała ani jednego spotkania, pewnie zmierzając do mistrzowskiego tytułu, o zdobyciu którego w praktyce przesądziło zwycięstwo 2:1 odniesione w Warszawie nad Legią. Sezon 1995/1996 był również popisem strzeleckim Marka Koniarka, który zdobył tytuł króla strzelców ekstraklasy, strzelając 29 bramek. W sezonie 1996/1997 wzmocniona drużyna Widzewa przystąpiła do eliminacji Ligi Mistrzów, w których niespodziewanie wyeliminowała faworyzowaną drużynę Mistrzów Danii Brøndby IF. Widzew znalazł się w silnie obsadzonej grupie, razem z Atlético Madryt, Borussią Dortmund oraz Steauą Bukareszt. Smudzie nie udało się jednak poprowadzić swojej drużyny do awansu, a Widzew zakończył udział w Lidze Mistrzów na trzecim miejscu w grupie. Łódzkim piłkarzom udało się jednak powtórzyć wyczyn sprzed roku i ponownie sięgnąć po tytuł Mistrza Polski. Wraz z odejściem kilku czołowych graczy i odpadnięciem w eliminacjach Ligi Mistrzów w nowym sezonie rozpoczął się kryzys łódzkiej drużyny. Na finiszu rozgrywek ligowych widzewiacy zajęli czwarte miejsce, tracąc szansę na występy w europejskich pucharach. Wkrótce potem Smuda przeniósł się do Wisły Kraków. Bez większych sukcesów wracał do przeżywającego kryzys Widzewa w późniejszych latach, kolejno w 2002, 2003 i 2004.
Smuda jeszcze pod koniec sezonu 1997/98 zapewnił sobie posadę szkoleniowca Wisły Kraków. Jako trener krakowskiej Wisły Smuda zdobył kolejny tytuł Mistrza Polski. Niestety Wisła została wyłączona przez UEFA z udziału w europejskich rozgrywkach w ramach kary za zranienie nożem przez kibica "Miśka" w meczu Pucharu UEFA z AC Parma włoskiego zawodnika Dino Baggio. We wrześniu 1999, mimo udanego startu w nowym sezonie, po zaledwie jednej porażce, Smuda został niespodziewanie zdymisjonowany ze stanowiska. Funkcję trenera krakowskiej drużyny objął ponownie po niezbyt udanej przygodzie z Legią w czerwcu 2001. Rywalizację o awans do Ligi Mistrzów przegrał z FC Barcelona. Po ligowych porażkach z Polonią Warszawa i Legią w marcu 2002 został zastąpiony przez Henryka Kasperczaka.
Wkrótce po odejściu z Wisły we wrześniu 1999 Smuda został zatrudniony w Legii Warszawa jako następca słabo spisującego się na stanowisku trenera Dariusza Kubickiego. Wbrew oczekiwaniom Smuda nie osiągnął jednak sukcesów z Legią, nie udało mu się zakwalifikować do europejskich pucharów, a po porażce 0:4 z Zagłębiem Lubin w marcu 2001 został zwolniony ze stanowiska.
W maju 2006 objął funkcję trenera Lecha Poznań. W pierwszym sezonie pracy zdobył z klubem 6., a rok później 4. miejsce w lidze. Po zakończeniu sezonu 2007/2008 klub uzyskał promocję do Pucharu UEFA (dzięki rezygnacji Dyskobolii Grodzisk). Drużyna Franciszka Smudy wyeliminowała kolejno Xəzər Lenkoran, Grasshoppers Zurych oraz Austrię Wiedeń i awansowała do fazy grupowej. Tam Lech nie dał się pokonać wyżej notowanym drużynom AS Nancy (2:2) i Deportivo La Coruña (1:1), a po wygranym wyjazdowym meczu z Feyenoordem Rotterdam (1:0) zajął 3. miejsce w grupie i awansował do 1/16 finału Pucharu UEFA. Lech Poznań jest pierwszą polską drużyną, która awansowała do tej fazy turnieju po wprowadzeniu rozgrywek grupowych. W 2009 sięgnął po swój pierwszy w karierze Puchar Polski, po zwycięstwie Lecha z Ruchem Chorzów w finale na Stadionie Śląskim (1:0). Sezon 2008/2009 Lech zakończył zajęciem trzeciego miejsca w Ekstraklasie. Jednocześnie Smuda nie przedłużył kontraktu z poznańskim klubem z powodów finansowych[4].
Zagłębie Lubin [edytuj]
1 września 2009 po 5. kolejce sezonu 2009/10 po raz drugi w historii objął prowadzenie znajdującej się w krytycznej sytuacji (5 porażek, bramki: 2-15) jedenastki "Miedziowych".
Brożek? Brożek póki co to bardzo dobre interwencje przeplata naprawdę strasznymi klopsami, tak samo dobre mecze przeplata bardzo przeciętnymi, nieźle gra w defensywie, ale nie ma kompletnie żadnego dryblingu, w ofensywie gra głównie długimi piłkami, ma za to niezłe dogranie w pole karne. Mimo wszystko to nie jest typ zawodnika na reprezentację, dostał kilka szans w kadrze i za każdym razem udowadnia, że najlepiej się czuje grając z zawodnikami trenującymi z nim na co dzień, nie ma takiej zdolności szybkiego przestawienia się na granie reprezentacyjne. No ale to tylko moja skromna subiektywna opinia.Wilmore pisze: A co do lewej obrony - moja prywatna klasyfikacja wygląda tak: Brożek, Wawrzyniak, Gancarczyk, Kowalczyk, Dudka. Ale tu jest wiele zmiennych, bo właściwie każdego stać na grę lepiej od wszystkich, lecz przeszkadzają temu różne czynniki. Tyle że Wawrzyniak nie ma formy jeszcze, Brożek nie zaprezentował chyba odpowiedniej wazeliny, Gancarczyk po urazie, a Kowalczyk jest krzywdzony grą na prawej stronie. Mądrzejsi w tym temacie będziemy w maju i czerwcu po kolejnych meczach. Środek obrony pod względem zestawienia wygląda zdecydowanie ciekawiej.
Kowalczyk to akurat dziwna sprawa, gość jest prawonożny i oczywistym wydaje się jego gra na prawej stronie, zresztą tak samo myślą w Rosji i tam to nawet ma potwierdzenie, widziałem jedno spotkanie Dinama w lidze z udziałem Kowalczyka, plus dwa mecze przeciwko Celticowi i grał naprawdę bardzo, bardzo solidnie, taki rasowy, silny i dynamiczny prawy obrońca (chociaż tam miał z tego co pamiętam udział przy straconej bramce Dinama no ale...) i to trochę mnie smuci, że w kadrze niewiele z tego pokazuje. Dlatego ogólnie wystawianie go na prawej stronie nie uważam za coś niezwykłego, po prostu taka jest jego aktualna pozycja w klubie, co więcej, z tego co przynajmniej ja widziałem prawa strona w ogóle mu nie przeszkadzała i wydawało się że czuł się na niej bardzo naturalnie. Natomiast większość go pamięta z meczów na lewej stronie w Bełchatowie, co dziwne mimo że jest prawonożny rzadko w Polsce na prawej stronie grał.
A co do reszty tego cytatu to zgadzam się, szczególnie o tyle ciekawiej wygląda sytuacja na środku obrony, że mamy tam naprawdę kilku bardzo dobrych, obiecujących młodych obrońców, z których każdy może jeszcze wystrzelić formą - Glik, Sadlok, Kokoszka, Augustyn, Siebert, bardzo dobrze w lidze ostatnio zagrał Fojut i jest to dalej zawodnik na którego osobiście liczę. Do tego jest Żewłakow, Jodłowiec, ewentualnie Dudka.



