Re: Vancouver2010 - IO

Awatar użytkownika
Boromir
Shadow stalker
Posty: 26595
Rejestracja: 30 gru 2006, 14:31
Reputacja: 6604

Re: Vancouver2010 - IO

Post autor: Boromir » 11 mar 2010, 23:17

czeher pisze:Przypomina mi to juz pewna dyskusje odnosnie Pekinu i kasy (gownianej jesli chodzi o skale swiatowa) na przygotowania... Zdaje sie ze chyba sam skakales pod sufit jak Malysz zdobywal medale, jednak on tez dostawal jakams kase "za nic"....pod koniec lat 90 byl bliski pojscia nawet do uczciwej pracy bo wynikow nie bylo, kasy nie bylo i perspektyw - teraz kładłby nowa strzeche na jakis tam wislacki dach
Wiem o Małyszu. Chwała mu za to, że dalej kontynuował karierę i nie brał żadnych środków dopingujących. Osiągnął sukces dzięki sobie i swojemu talentowi a nie chemii. Należy jednak dodać jeszcze coś co odróżnia Małysza od Marek - Małysz swój pierwszy konkurs wygrał w wieku 19 lat. Marek ma 25 i daleko jej do miejsc w pierwszej 10.
czeher pisze:I sztuka jest zarabiac za to co sie lubi robic, przebiegniecie kilkutysiecy km w danym makrocyklu to nic?, abstrahujac juz nawet od tego ze to robi sie mimo wszystko z przyjemnoscia i pasja
Też bym chciał dostawać kasę za grę w piłkę czy jazdę na rowerze. Nie robię jednak tego na tyle dobrze, żeby dawało mi to perspektywy więc normalne jest, że muszę szukać pracy gdzie indziej. Zgadzam się, że nie warto na ten temat rozmawiać.
czeher pisze:A z tymi stypendiami znowu tak nie przesadzajmy, jako forme zachety... to nie zarobki pilkarzy, a prawdziwa kasa zaczyna sie dopiero po spektakularnym sukcesie a tak trzeba kombinowac w wielu przypadkach aby powiazac koniec z koncem
Czemu nie? Dla młodych sportowców to zawsze jest jakaś forma motywacji, dobrze grasz w piłkę/biegasz/skaczesz to trenuj, zarobisz co nie co. Nie mówię, że ma starczyć na życie czy na samochód, ale zawsze to jakaś kasa.

Wróć do „Inne sporty”