Chodziło mu chyba o to:Aker pisze:mógłbyś rozwinąć wątek?
W 65. minucie rewanżowego spotkania 1/4 finału Pucharu Polski Legia Warszawa - Ruch Chorzów, skandalicznie zachował się Bartłomiej Grzelak. Napastnik Legii po strzeleniu gola w prowokacyjny sposób zamanifestował niechęć do stołecznych fanów, swoją radość kierując w stronę opustoszałej i remontowanej "Żylety".
Prowokacyjne zachowanie piłkarza spotkało się z natychmiastową reakcją kibiców, którzy każdy następny kontakt napastnika kwitowali gwizdami i buczeniem. Oczywiście, piłkarz nie musi wspólnie przeżywać radości z kibicami swojej drużyny. Jest to równie nieobowiązkowe co mówienie "dzień dobry". Świadczy jedynie o pewnych normach kulturowych. W tym wypadku jest brakiem szacunku do ludzi, którzy przychodzą i wydają ciężko zarobione pieniądze na oglądanie ukochanego zespołu. Zapewne definicje "ciężko zarobione pieniądze" i "ukochany zespół" są obce temu piłkarzowi. W przeciwnym razie inaczej podchodziłby do kibiców.



