Druga połowa znacznie gorsza, jednak i tak przeważaliśmy (chociaż takich okazji jak w pierwszej połowie już nie było). Torres strzelając drugą bramkę znowu pokazał swój piłkarski geniusz. Świetnie to zrobił Hiszpan.
Już po pierwszej połowie powinno być 6:0 (bo jeszcze jedna sytuacja mi się przypomniała, kiedy bodajże Gerrard wycofał piłkę do Torresa, który świetnie wyskoczył zza pleców Turnera, ale uderzył obok słupka), ale wynik 3:0 także cieszy.
Najważniejsze są oczywiście 3 punkty. Teraz czas na LE.
Edit:
Jeszcze jedno: 8 zwycięstwo z rzędu na Anfield. Nieźle, ostatnio chyba w 2006 roku Liverpool miał taką passę.



