Re: Lech Poznań (zbiorczy)

Awatar użytkownika
Bienias
Vamos Blaugrana
Posty: 10284
Rejestracja: 16 maja 2005, 22:28
Reputacja: 677
Lokalizacja: Magna Wola Varsoviensis

Re: Lech Poznań (zbiorczy)

Post autor: Bienias » 31 mar 2010, 9:59

To jest stowarzyszenie najzyklejsze w świecie, tak samo Twoja zajebista Barcelona, której fanatycznym fanatykiem :lol: jestes od kołyski (jak głosi piosenka onetowych napinaczy) ma w swoim stowarzyszeniu bodaj 150 tys członków! I co!?
Jednak, że uwielbiam jak onetowe osoby, "fanatycy" ( :lol: ) potężnych klubów Europy, którzy na mecze nie chodzą, tym bardziej w Polsce, a już nie mówię o Poznaniu, o który się rozchodzi, wiedzą lepiej od klubu i jego fanatykach, kibicach czy po poznańsku - kiboli.
Widze jakis problem masz. Za pierwszym raem bylem pewien ze to jednarazowy wyskok ale zmieniam zdanie.

ad1. Ponad 170 tys to sa czlonkowie klubu i nie tworza zadnego stowarzyszenia. Cos a la stowarzyszenia dzialaja Penye i tak np Polska Penya ma porownywalna ilosc czlonkow co Wiara Lecha. Dodatkowo trzeba doliczyc duza grupe socios z Polski. Oni rowniez czesto jezdza na mecze i takich wyjazdow w sezonie maja wiecej niz Lech w Europejskich pucharach. Wiadomo kibicowanie druzynie na odleglosc wiaze sie z wiekszymi wydatkami przez co mecze oglada sie rzadziej.
Czy jestem fanatycznym kibicem? utozsamiam sie z tym tekstem.....
Drogi partnerze, kolego, koleżanko, postronny widzu.

Jestem kibicem piłkarskim. Wiem, że dla Was może to dziwne, może niezrozumiałe, ale to niezbywalna część mnie. Tak naprawdę, dla Was nie ma to znaczenia jakiej drużynie kibicuję, to ważne tylko dla nas kibiców. Ludzi, którzy spotkania swojej drużyny stawiają zawsze na pierwszym miejscu, ludzi których rytm życia biegnie zgodnie z harmonogramem rozgrywek. W rytm ich uzależnienia!


Każde spotkanie naszej drużyny traktujemy ze śmiertelną powagą. Dla was może to dziwne, ale dla nas to sprawa niemal śmiertelnie poważna. Ot choćby data i godzina meczu. To dziwne wiem, ale w dniu meczu, w tych konkretnych godzinach nie ma niemal nic ważniejszego. Gotowi jesteśmy ryzykować kłótnie z najbliższymi, gotowi jesteśmy zrezygnować z innych rozrywek, sexu, wyjazdów, imprez, ślubów, byle tylko dostać kolejną działkę naszego narkotyku. Narkotyku, który serwują nam tylko w tym konkretnym miejscu w tej konkretnej godzinie. W barze, na stadionie, przed telewizorem w domu, siedzimy i czekamy aż poczujemy w końcu ten znajomy uzależniający niepokój i podniecenie.


Grają! Narkotyk Działa! Dla Was pewnie wynik tego spotkania nie ma żadnego znaczenia. Dla nas ma. Przez te 90 czasem więcej minut nasze emocje zmieniają się w rytm wyniku: 0-1 zdenerwowanie, 0-2 złość, 0-3 rezygnacja, 1-3 wyczekiwanie, 2-3 nadzieja, 3-3 radość, 4-3 euforia. Nasze opium wpływa na nasz nastrój na wiele dni, potrafi wywołać radość, potrafi zdołować równie mocno. Czasem doprowadzi do euforii innym razem do płaczu.


Każda kolejna działka powoduje chęć sięgnięcia po następną. Nawet, jeśli wiemy, że po ostatniej czuliśmy się źle sięgniemy po następną w nadziei na lepsze. Niestety nasz narkotyk wywołuje również syndrom odstawienia. Jeśli z jakiegoś powodu nie możemy go dostać i tak wiemy, o której i gdzie moglibyśmy. Mamy wtedy niemal absolutne wyczucie czasu, wspomagane nerwowym spoglądaniem na zegarek. 15, 30minuta, przerwa! Każda upływająca sekunda powoduje dodatkowe zdenerwowanie. Każdy z nas tego doświadczył. Czasem uzależnienie jest tak silne, że nie wytrzymujemy i wysyłamy wiadomości, dzwonimy, szukamy najbliższego punktu dostępu do Internetu. W skrajnym wypadku zaszywamy się w sami koncie z telewizorem, wychodzimy. Wszystko by, choć w części dostać swoją działkę, swoją porcję emocji.


Czasem nawet w obcym mieście potrafimy przejść na jego drugi koniec by znaleźć miejsce gdzie dostaniemy nasz towar i spotkamy współuzależnionych. Czasem zdradzają ich szczegóły, spinka do mankietów, kolor krawata, jedno zasłyszane słowo. Innym razem jest to otwarta manifestacja ulubionego towaru. Czerwony bierze MU, Biały łyka Alma Blanca. A ten nieznajomy, który właśnie cię mija na ulicy? Rzut oka, i ten jeden zdradzający go kawałek ubioru i już wiesz, on cierpi na to samo co ty uzależnił się od bycia Cule. Podświadomie się uśmiechasz, wiesz, że nie zmagasz się z tym sam.


Wiem, że to dziwne, wiem, że coś tak odległego, na co nie mam wpływu, nie powinno wyznaczać mi rytmu życia, wybierać znajomych, decydować o moim nastroju ni o miejscach, w których bywam. Futbol uzależnia. Nic na to nie poradzę. Jestem uzależniony i nie zamierzam przestać!

ad2. Znowu onet. co ty z nim masz. Chyba zbyt duzo czytasz podrzednych zrodel (tak mniemam bo o Onecie tylko slyszalem nie zagladam tam).
Boli cie to ze np. Taki Real ma wieksza sympatie w Polsce niz Lech albo ze tysiace Polakow woli jezdzic na mecze swoich druzyn poza krajem niz przyjsc na nasze szare trybuny? Dla niektorych liczy sie pilka nozna a nie to co sie dzieje na trybunach. Jeszcze jedno. Mylisz sie ze tacy fani jak ja nie chodzimy na mecze w Polsce. Gdybys przestal byc tak zaslepiony i nie wydawal gornolotnych opinii to wiedzialbys ze na mecze w Polsce chodza rowniez kibice tacy jak ja. Bywamy na meczach chociaz w moim przypadku juz nie na Legii co wyjasnilem w innym temacie.

Wróć do „Polska”