Któż zrezygnowałby z 3 mln euro, tylko po to, by "nie było smrodu"? Zapewne ani ja, ani Ty. A nawet przyjmując skalę - 1/3 rocznych dochodów, to też jest to kwota, z której się łatwo nie rezygnuje - dla każdego pracującego.Mentor pisze:Ta telenowela się prędko nie skończy a Samuel choć dla klubu zrobił maksymalnie dużo to pozostawia po sobie smród czego zresztą niektórzy się spodziewali.
To też kupy się za bardzo nie trzyma, bo jak w 5-letnim kontrakcie i to zawierającym zapewne inne warunki, niż kontrakt Eto'o z Barceloną może być użyte słowo wypożyczenie, skoro Kameruńczyk miał już tylko rok do końca umowy i na taki okres, mogło dojść do wypożyczenia. Natomiast normalny kontrakt z Interem Eto'o mógłby podpisać dopiero w styczniu tego roku, co oczywiście miejsca nie miało, bo podpisał go latem. Żaden inny klub nie mógł sobie od stycznia negocjować z Eto'o i wziąć go za darmo od najbliższego lata, więc całe to ujęcie jest co najmniej niefortunne. Można się spierać, czy termin "wypożyczenie" automatycznie czyni właśnie to wypożyczenie z najzupełniej normalnego transferu, jednak z punktu widzenia znanych mi przepisów nie ma to żadnego logicznego sensu.Wydaje się, że operacja transferowa, do jakiej doszło minionego lata to nie był transfer, a „czasowe wypożyczenie” - termin taki pojawia się w kontrakcie Eto'o. Fakt ten potwierdza sam Mesalles, jednak zaznacza, że w duchu tego kontaktu było „sprzedanie” Kameruńczyka, a nie wypożyczenie.
Po czym pomimo braku 3 mln, Eto'o ten kontrakt podpisał...i dlatego wysłał oddzielny dokument, w którym uzależniał złożenie podpisu przez Eto'o od zapłaty 3 milionów euro.
Przecież to jasne dlaczego. Oczywiście do niczego takiego nie dojdzie, ale tego typu wnioski nasuwają się sameMentor pisze:Nie wiem czemu zabrało się Wam na jakieś fantazje o ukaraniu Interu



