Fulham nie istnieje, Londyńczycy nie oddali żadnego strzału na bramkę Reiny. Niestety z przewagi ekipy Beniteza niewiele wynika. Niby Liverpool cały czas atakuje, ale tak na dobrą sprawę mieliśmy tylko jedną klarowną sytuację - Maxi był sam na sam, ale uderzenie Argentyńczyka instynktownie obronił Schwarzer (swoją drogą w tej sytuacji kapitalną piłkę zagrał Aquilani). Z okazji bramowych warto jeszcze wspomnieć bardzo dobry strzał z dystansu Mascherano (a to u Javiera rzadkość), który także wybronił bramkarz Fulham.
Widoczny jest brak Torresa, którego raczej nieudolnie zastępuje N'Gog. Ciekawe jakby Hiszpan poradził sobie z fenomenalnym podaniem Gerrarda z bodajże 7 minuty.



