Ja go tak nie nazywam. Nie lubię go i niekiedy trudno jest mi zachować odpowiedni poziom szacunku wobec niego, ale staram się jak mogę.
Kiedyś mój kolega zarejestrował się tutaj i zapodał opowiastkę z psem w roli głównej. Wyobraź sobie, że przez kilka lat wychowujesz szczeniaka aż tu pewnego dnia pod płot przychodzi obcy facet z pętem najlepszej kiełbasy (czy tam czegoś innego - nie wiem co jadają psy) i zawija psa do siebie gdzie regularnie raczy psa tymi smakołykami. Sytuacja oczywiście nie świadczy najlepiej o psie, ale postawę faceta również trudno pochwalać.
Naturalnie nie jest to idealny przykład, ale przytaczam go bo zapadł mi w pamięć.
Zgadzam się również z tym, że głównym problemem jest tutaj prawo a nie Wenger czy inny menedżer z Wysp. Łatwiej jest jednak kierować swoje uczucia i emocje w konkretne osoby a nie bezosobowe prawo.


