Czasami wydaje mi się, że nasi piłkarze to są kozacy, ale tylko na polskich stadionach. Wyjedzie taki za granicę i po jakimś czasie narzeka. Wybiegnie na murawę, zobaczy 30 tysięcy kibiców i już ma pełno w gaciach. Nie widzę wtedy nawet cienia pewności siebie. Przecież stara maksyma mówi, że braki techniczne powinno się nadrabiać wolą walki. A wczoraj jak nas przy drugiej bramce klepneli 11 podaniami, to piłkarze patrzyli się na siebie mając strach w oczach.
Z drugiej strony czy my mamy wykonawców na 4-3-3? Przecież przy takim ustawieniu potrzeba nam dobrze grającego krótką piłką środka. Oni muszą wymieniać dużo podań, a futbolówka ma im nie przeszkadzać. Z lepszym technicznie rywalem nie można iść na wymianę, grać hiper-ofensywnie. To tak jakby Sosnowski w walce z Kliczką trzymał gardę tak jak Ukrainiec, czyli na wysokości pępka. W pierwszej rundzie przegrałby przez KO.



