Ależ ja jestem skłonny w to uwierzyć. Ale jak podobne mechanizmy dzieją się w sprawach politycznych, to wilmore wyszydza wszystkich od spiskowców. Więc mnie to dziwi.Zaraz będzie, że bronię, bądź jestem czyimś rzecznikiem, ale co tam. Na Legii jestem prawie 2-3 razy w tygodniu, a do tego bardzo doświadczeni dziennikarze, którzy nie jedno widzieli w naszej piłce, opowiadali mi o pewnych cudach. Nie trzeba być Einsteinem, aby łączyć osoby ze zdarzeniami. Do tego sam przekonałem się jaka jest różnica pomiędzy byciem kibicem, a zarabianiu na piłce. Dowiaduje się człowiek takich rzeczy, że czasami nie wie, czy to jeszcze sport. Ale oczywiście pisać o tym nie wolno...



