Ostatnio oglądałem też Invictusa, na ten film czekałem ponad rok. Niecierpliwie. Tematyka wydawała się świetna, Eastwood ma rękę do oryginalnych fabuł, no i po prostu lubię oglądać jego filmy, więc miałem wielkie oczekiwania względem tego. Tymczasem wszystko tutaj było dobre, skrojone na miarę i dokładnie to co można było sobie wyobrazić przed obejrzeniem. Zero zaskoczenia. Morgan doskonale poprawny, Damon doskonale poprawny, opowiedzenie historii również. Koniec końców wydawało się to trochę bezbarwne. U Eastwooda zawsze podobało mi się rozwinięcie postaci, skupienie się na nich i oglądanie zdarzeń poprzez obserwowanie osobowości bohaterów. Czy to była Rzeka Tajemnic, Doskonały Świat czy Million Dollar Baby. Tutaj również próbuje to robić, w końcu cały czas oglądamy w akcji albo Mandelę, albo Pienaara, ale nie dowiadujemy się o nich nic nowego, a opisują ich głównie krótkie komentarze osób trzecich. Za dużo skupienia na problemie, za mało na postaciach. Próba analizy, zrozumienia Mandeli przez Pienaara, dwie szybkie rozmowy i wizyta w więzieniu (ona mi się chyba najbardziej podobała z całego filmu), to dla mnie trochę mało. Czy da się w ten sposób pokazać oryginalnie taką historię? Np. scena pojednania czarnego chłopca z, początkowo pogardliwie nastawionymi do niego policjantami, wydaje się dość oczywista i banalna. Taki film mógłby nakręcić każdy ze znanych reżyserów, brakowało mi czegoś, co by go wyróżniło. Film pod każdym względem poprawny, ale wg mnie mało wnosi, a liczyłem na następne Million Dollar Baby. Oczywiście warto też obejrzeć, inaczej bym nie pisał, ale oczekiwań nie spełnił



