Nigdy specjalnie nie rozumiałem zachwytów nad Lampardem, Gerrardem, Barrym, Carragherem i paroma innymi wybijającymi się postaciami ligi angielskiej, których uważałem za dalekich od najlepszych na tych pozycjach (w przeciwieństwie do Terry'ego, Rooney'a, A. Cole'a, których cenię bardzo wysoko). Dlatego też uważałem, że Anglia ma szansę wygrać tylko dzięki kolektywowi i dyscyplinie, którą Capello wpaja swoim zespołom od początku - moim zdaniem Anglia pod jego batutą jako zespół złożony z wyrobników i Rooney'a może zajść bardzo daleko, bo takie drużyny najbardziej lubi Capello. Tymczasem wydaje się, jakby on w swoim dążeniu do ideału doszedł jednak trochę za daleko - zawsze chciał mieć 11 piłkarzy na murawie robiących to, co on chce, bez ruletek, dryblingów, sztuczek, tylko prosty i skuteczny futbol, teraz dostał taką drużynę i ma kłopot - bo oni starają się faktycznie wszystko zrobić jak najprościej, przez co nawet Algieria bez kłopotów ich unieszkodliwia. Na dodatek Rooney jest w kiepskiej formie - w sezonie potrafił przecież lepsze ekipy rozwalić w pojedynkę - i katastrofa murowana. W Juventusie ratował go sędzia, Del Piero, Ibrahimovic czy nawet Nedved, w Realu taki Beckham, oni pozwalali sobie na błyski geniuszu i wbrew stylowi reszty zespołu tworzyła się magia dająca zwycięstwa, tu w Anglii wygląda na to, jakby wszyscy bezmyślnie zaczęli grać tylko to, co trener każe.Przy niektórych widać to nawet Capello nie pomoże.
Zdawałoby się, że puszczenie jednego z duetu Gerrard-Lampard wolno po boisku, żeby sobie mógł robić co chce i bawić się piłką na takiego rywala by wystarczyło, wszyscy Anglicy w moich oczach grają tak, jakby trener zabronił im prostopadłych podań górą, siatek, dryblingów, pozwalają sobie na takie rzeczy w ostateczności. Na dodatek dwójka rozgrywających (co to za głupi system, że się ich za wszelką cenę upycha razem) przeszkadza sobie, nie ma skrzydeł, boczni obrońcy nie tworzą żadnego zagrożenia. Na dodatek jest na ławce paru piłkarzy lepszych od tych, którzy są w pierwszym składzie.
Fani angielskiej piłki mogą pocieszać się tylko tym, że w 2006 Francuzi grali w grupie co najmniej tak samo marnie.



