Wszystko zgodnie z planem chciałoby się rzecz.Au revoir, Henry i Yaya
FC Barcelona osiągnęła wstępne porozumienie z Thierrym Henrym w sprawie rozwiązania kontraktu łączącego piłkarza z katalońskim klubem.
„Kontrakt, który był ważny do 30 czerwca 2011 roku, zostanie rozwiązany na prośbę piłkarza” - poinformował Joan Oliver.
„Wbrew temu, co ostatnio się mówiło, klub nie poniesie żadnych kosztów związanych z odejściem Henry'ego” - dodał dyrektor generalny Barcelony, odnosząc się do spekulacji, według których klub miałby zapłacić piłkarzowi bardzo wysoką pensje za ostatni rok kontraktu (wysokość wzrastała systematycznie z każdym rokiem jego trwania, do 12 milionów euro za sezon)
„Klub spodziewa się, że Henry w najbliższych dniach ustali, gdzie będzie grał” - stwierdził Oliver. Wszystko wskazuje na to, że Titi będzie kontynuował swoją karierę w MLS w barwach New York Red Bulls.
W minionym sezonie Thierry Henry zdobył zaledwie 3 gole w 20 meczach la liga. Jednak w barwach blaugrana w sezonie 2008/09 zdobył trzy trofea, walnie przyczyniając się najlepszego sezonu w historii klubu, sezonu, który swoje przedłużenie miał w drugiej połowie 2009 roku, kiedy drużyna Guardiola zdobyła kolejne trzy puchary.
Transfer Touré
„Piłkarz chce odejść. Ostateczna decyzja jest w rękach Touré oraz jego agenta. Z City zostało już osiągnięte wstępne porozumienie” - powiedział Oliver. Operacja zamknie się najprawdopodobniej w kwocie 32 milionów euro (30+2).
Spotkanie w hotelu Miramar
Jak poinformowało radio RAC1 w hotelu Miramar de Barcelona doszło dzisiaj do spotkania Touré Yaya oraz jego agenta z przedstawicielami Manchesteru City z Garym Cookiem na czele. Rozmowy trwały prawie 4 godziny. Wszystko wskazuje na to, że Yaya zostanie piłkarzem City.
Dzięki za wszystko Thierry i powodzenia w MLS. Miejsce w sam raz dla niego bo wygląda na to, że Francuz nie ma już motywacji do gry w piłkę na najwyższym poziomie. USA natomiast to dla niego idealne miejsce na piłkarską emeryturę. Przyszedł do Barcelony wygrać Ligę Mistrzów i cel zrealizował. Opinie kibiców na temat jego gry u nas będą podzielone. Pewnie większość z nas oczekiwała nieco więcej, ale niech będzie, że pomijając ubiegły sezon było dobrze
Nie chciałem odejścia Toure, ale nic się w tym temacie nie dało zrobić. Yaya nie może ot tak dostać więcej minut. Mógł podjąć walkę, ale nie chciał więc powodzenia w Anglii. Nie od dziś wiadomo, że ciągnęło go do Premiership i do brata. Tracimy świetnego piłkarza, który przyszedł jako nieznany niemal nikomu zawodnik o śmiesznym imieniu i z miejsca stał się filarem zespołu. Szkoda, że trwało to tylko dwa sezony (ostatni był już słabszy), ale i tak życzę mu wszystkiego najlepszego. Przy okazji uda się na nim sporo zarobić co w Barcelonie jest niecodzienną sytuacją. Zarobek na sprzedaży zawodników to ostatnia rzecz na jakiej nam zależy, ale obecność szejków w piłkarskim świecie ma również swoje dobre strony
Największe podziękowania należą się jednak Txikiemu. Było niemal pewne, że wraz z odejściem Laporty swoją przygodę z klubem zakończy Txiki Begiristain. Człowiek nierozerwalnie związany z sukcesami Barcelony w ostatnich 7 latach. Można go w zasadzie określić mianem architekta zespołu i należy mu się nie mniejsza chwała niż Laporcie. Oczywiście nie był ideałem, ale kto nim jest? Polecam pierwszą część wywiadu:
http://www.blaugrana.pl/news/5361/txiki:_odchodze.html
Fajne, konkretne, szczere wypowiedzi. Jak będzie ciąg dalszy to oczywiście również wkleję.Txiki: Odchodzę
Po siedmiu latach Txiki Begiristain kończy swoją przygodę z Barceloną w roli dyrektora sportowego. 7 lat, 12 tytułów, zwycięska kadra, model sportowy pełen sukcesów to spuścizna Txikiego, którego praca zakończy się 30 czerwca.
„Był to ostatni rok mandatu Joana Laporty i chciałem zakończyć moją pracę razem z nim. Ciężko byłoby mi się porozumieć z nowym prezydentem” - mówi Txiki, który dla oficjalnej strony klubu podsumował minione 7 lat. Oto pierwsza część wywiadu:
Pana przygoda dobiega końca?
Decyzja była uzależniona od nowego prezydenta oraz ode mnie. W końcu mogę powiedzieć, że mój etap w Barcelonie dobiegł końca. To odpowiedni moment. Mandat Joana Laporty dobiega końca, a on był osobą, która najbardziej we mnie wierzyła, najmocniej mnie wspierała. Potrzebuję odpoczynku. Muszę odpocząć od Barçy i jej otoczenia, by rozpocząć nowe życie.
Kiedy podjął pan decyzję o odejściu?
Chciałem dobrze zakończyć ten etap, chciałem zakończyć go w momencie, w którym Barcelona funkcjonuje dobrze. Planowałem już to w poprzednim sezonie, jednak wiedziałem, że to ostatni rok Laporty, dlatego chciałem odejść razem z nim. Ze strony prezydenta potrzebowałem wielkiego zrozumienia i zaufania i Laporta zawsze mi to zapewniał. Ciężko byłoby mi znaleźć zrozumienie z nowym prezydentem. To odpowiedni moment, by Sandro Rosell wybrał taką osobę, którą obdarzy zaufaniem i będzie w stanie zbudować podobne relacje do tych, które ja zbudowałem z prezydentem Laportą
Jak się pan teraz czuje, już po podjęciu ostatecznej decyzji?
Bardzo dobrze, jestem bardzo zrelaksowany. Spędziłem już trochę wolnego czasu z przyjaciółmi. Cały czas jestem oczywiście pod telefonem, bo wiem, że w klubie wciąż są osoby, które mnie potrzebują, jednak teraz wszystkie decyzje będą już zależały od nowego zarządu.
Rozmawiał pan z nowym prezydentem?
Nie. Rosell do mnie nie dzwonił, nie oczkuję też tego telefonu. Pracowaliśmy razem przez dwa lata. Po pięciu latach, w których nie zamieniliśmy ze sobą słowa trudno spodziewać się tego telefonu. Pracowaliśmy z Sandro bardzo blisko siebie. Później on odszedł, stanowisko wiceprezydenta zostało zlikwidowane, ważniejszy stał się prezydent ds. ekonomii, którym został Marc Ingla. On także odszedł, ale z nim byłem w kontakcie. Z Rafą Yuste jestem przekonany, że będziemy utrzymywali dobre relacje. Z nowym prezydentem nie rozmawiałem przez pięć lat, więc mogę zrozumieć, że nie ma mi nic do powiedzenia.
Do środy zostało jeszcze trochę czasu.
Ja chcę tylko by wybrali nowego dyrektora sportowego. Wtedy będę do jego dyspozycji, by pomóc mu w rozpoczęciu nowego etapu, który zawsze jest trudny. Wiąże się z wielkimi wymaganiami co do rezultatów. To bardzo atrakcyjna praca, ale jednocześnie trudna. Jestem do dyspozycji nowego dyrektora sportowego. Klub, socios, wszyscy chcemy wiedzieć, kto obejmie to stanowisko.
W trakcie kampanii wyborczej bardzo dużo mówiło się o posadzie dyrektora sportowego. Zgadzał się pan ze wszystkim co zostało powiedziane?
Szanowałem klubowy statut. Nie mogłem odpowiadać za każdym razem, kiedy ktoś coś o mnie mówił. Poza tym, mówimy o kampanii wyborczej, która rządzi się swoimi prawami. Kampania a rzeczywistość to dwie różne kwestie. Teraz zaczyna się rzeczywistość, dlatego życzę nowemu prezydentowi dużo szczęścia. Gratuluję mu tego, w jaki sposób wygrał wybory, bo jego zwycięstwo było przygniatające.
Pana kontrakt wygasa 30 czerwca. Czy Joan Laporta chciał z panem przedłużyć umowę?
Tak. Mój poprzedni kontrakt wygasał 30 czerwca 2009 roku. Wziąłem na siebie odpowiedzialność po dwóch trudnych sezonach. Wtedy prezydent Laporta mocno mnie wspierał. Zawsze mnie wspierał i dawał rady. W tak trudnym momencie jak w 2008 roku także mi zaufał. Po głosowaniu nad wotum nieufności bardzo łatwo było wyrzucić Franka Rijkaarda, a później mnie. Jednak prezydent Laporta tego nie zrobił. Wysłuchał mnie. Wtedy miałem rok do wygaśnięcia kontraktu i powiedziałem, że jeżeli ten projekt nie będzie funkcjonował, to odejdę. Wyszło bardzo dobrze, ponieważ zdobyliśmy trzy puchary, a Laporta chciał przedłużyć ze mną kontrakt już w grudniu 2008 roku. Jednak zaczekałem aż nastąpi konsolidacja projektu, czekałem aż potwierdzi się, że to zwycięski projekt. Po czym przedłużyłem kontrakt o rok. Prezydent Laporta chciał zatrzymać mnie na dłużej, zawsze tego chciał, jednak ja wolałem mieć swobodę podjęcia decyzji po wyborach.
Z którego transferu jest pan najbardziej dumny?
Jeżeli nie masz nic przeciwko, poruszę inną kwestię. Jednym z najszczęśliwszych dni w moim życiu był moment, w którym Víctor Valdés przedłużył kontrakt z klubem. To były bardzo trudne negocjacje. Victor wiedział, że dla drużyny jest bardzo ważny, a dla nas zawsze był bardzo wartościowym piłkarzem. W żadnym momencie nie pomyślałem, że jest blisko opuszczenia klubu. Kiedy negocjacje zostały zerwane, wykonaliśmy krok naprzód, ale taki ważny krok wykonał także Victor. Dzień, w którym doszliśmy do porozumienia był jednym z najlepszych. Mamy kapitalnego bramkarza. Może być najlepszym w historii.
A sprowadzenie którego piłkarza, biorąc pod uwagę jego późniejszą postawę na boisku, było pomyłką?
Powiem ci o dwóch piłkarzach z dwóch różnych etapów. Jednym był Zambrotta. Kiedy pojawiła się szansa transferu, bardzo się ucieszyłem, bo dla mnie był najlepszym bocznym obrońcą świata. Był maszyną. Jednak miał ogromne problemy z przystosowaniem się do naszego systemu gry. Miało się też wrażenie, że robił się nerwowy, czując presję Camp Nou. Dla mnie był to okropny cios, bo pokładałem w nim wielkie nadzieje. Drugim piłkarzem jest Hleb. Piłkarz, który bardzo przypominał nam Michaela Laudrupa, grającego w naszym stylu. Zarówno ja, jak i Pep byliśmy bardzo podekscytowani jego transferem. Później wszystko poszło nie tak, jak tego oczekiwaliśmy. Wciąż jest piłkarzem Barcelony, ale na razie nie ma dla niego miejsca w klubie. Nie chcę się tłumaczyć, ale te dwa przypadki pokazują jak trudna jest to praca. Myślałem, że ci dwaj piłkarze będą dobrze funkcjonowali, jednak tak się nie stało.
A transfery Henrique i Keirrisona?
Zawsze wszyscy narzekali, że nie prowadzimy polityki wypożyczenia piłkarzy do innych klubów. Że płacimy 40 czy 50 milionów za piłkarza, kiedy możemy go mieć za 6 czy 10 milionów euro. Kupić, żeby wypożyczyć, tak jak robią inne kluby. Pozwolić tym piłkarzom zaaklimatyzować się w futbolu europejskim. W Palmeiras wyróżniał się Henrique, który zadebiutował w reprezentacji Brazylii i kosztował 8 milionów euro. Został wypożyczony do Bayeru Leverkusen. Niemcy prosili nas o przedłużenie wypożyczenia o rok. W minionym sezonie grał w Racingu Santander. Trzeba zobaczyć jaka będzie jego przyszłość. Z drugiej strony zapłaciliśmy 14 milionów euro za chłopaka, który w futbolu zawodowym zdobył przez 3 lata 90 goli w 120 meczach. Łatwo narzekać kiedy sprawy nie funkcjonują najlepiej. Nie można jednak powątpiewać w naszą uczciwość. To mi się bardzo nie spodobało. Zawsze walczyliśmy o naszą uczciwość. Jednak teraz pojawiają się głosy przeszłości, głosy ludzi, którzy pracowali w klubie, a teraz wypuszczają takie historie. W tym temacie jestem bardzo spokojny, ponieważ wszystkie osoby, które mówią o tej sprawie rozmawiały z Traffikiem i to nie teraz, a o wiele wcześniej. Próbowali też doszukać się pewnych rzeczy przed rokiem i nic nie znaleźli. Nic nie znajdą, ponieważ zawsze byliśmy bardzo uczciwi.
Kto podjął decyzję o tych transferach?
Ja. Rozumieliśmy, że należy kupić 17-letniego piłkarza, który mógł trafić do Barçy Atlètic albo zostać wypożyczony do mocnego klubu europejskiego bądź z ligi hiszpańskiej. Uważam, że nie jest to decyzja, którą powinien podejmować trener. Od tego jest sekretariat techniczny. Nigdy nie wiemy co się stanie z trenerem. Musimy podejmować dobre decyzje dla klubu. To prawda, że doświadczenie podpowiada ci iż w Barcelonie musisz wydawać pieniądze na piłkarzy, którzy następnego dnia będą grali na Camp Nou i w tych transferach brali udział Pep, a wcześniej Frank.
Czy te dwa transfery były dobre dla klubu?
Czas powie, czy były dobre. W przypadku Henrique jest na to szansa. Co do Keirrisona, jestem trochę zawiedziony. Widziałem z jakim entuzjazmem działacze Benfiki lecieli po niego prywatnym samolotem do Barcelony, jednak później tego entuzjazmu już brakowało. Został wypożyczony do Fiorentiny. Oba te kluby, tak jak i my, jednak na Keirrisona postawiły, wciąż mają o nim dobre zdanie i go chcą. Jednak fakt, że w żadnym z tych klubów nie wywalczył sobie miejsca w składzie zmusza do refleksji. Wierzyliśmy, że będzie to inwestycja w wysokości 14 milionów euro za piłkarza, którego wartość może później wzrosnąć do 80 czy 90 milionów.


