Wychodzę z prostego założenia - im większa frekwencja, tym mocniejsza legitymacja władzy. To raz. Dwa, im większa frekwencja, tym mocniej zmarginalizowane są postaci prezentujące populistyczne podejście do polityki, zdolne obiecać i parę milionów mieszkań, żeby tylko wygrać, nie wspominając już o naprawdę egzotycznych kandydatach do wyborów, czy w parlamencie - o skrajnych partiach, które jednak ten procent czy dwa zdobędą, a przy dwukrotnie większej frekwencji na pewno straciłyby bardzo wiele, bo ich twardogłowy elektorat zostałby jeszcze bardziej zepchnięty na bok.
Co do obrazu społeczeństwa - jednak nie do końca jest taki, choć trochę racji masz.Wilmore, ale taki mamy obraz społeczeństwa i choćby dyskusja na tym forum to udowodniła, więc taki głos też jest potrzebny.
Co do potrzeby głosu - każdy głos jest dla mnie potrzebny, po prostu nie cenię zbytnio wyborców, którzy zawsze i wszędzie będą głosować na kandydata X, niezależnie od tego, jak się skompromitował będąc u władzy, ważne, że ma gładki język i potrafi opowiadać wiarygodnie bzdury. Choć to bardzo ciekawy temat i nie jest tak czarno-biało, jak tu rozważamy.



