http://www.blaugrana.pl/news/5393/pierw ... sella.htmlJohan Cruyff zwrócił insygnia honorowego prezydenta FC Barcelony. Całą sytuację skomentował krótko: "Ciężko to zaakceptować, ale wydaje się, że tutaj tylko przeszkadzam."
Sandro Rosell wyjaśnił, że tytuł honorowego prezydenta nie jest przewidziany przez statut klubu. Prezydent FC Barcelony stwierdził, że decyzję o takich sprawach powinni podejmować socios. Dodał: "Cruyff powinien zwrócić insygnia prawnikom, z pewnością już mu powiedziano, że taki tytuł nie istnieje w statucie klubu."
i po co to nam bylo. Zaczal glupio Laporta i mamy konsekwencje. Wojenka trwa dalej.No i zrobiliśmy z siebie pośmiewisko, a podział barcelonismo znowu jest widoczny i nieodwracalny. Gest Johana Cruyffa, który zwraca „insygnia” honorowego prezydenta, jakie kilka tygodni wcześniej wręczał mu Joan Laporta był żałosnym widokiem. Widok Johana Cruyffa proszącego pracowniczkę recepcji o kontakt z Sandro Rosellem, widok recepcjonistki, która oświadcza mu, że prezydent Rosell ma właśnie konferencję prasową i nie może go przyjąć, widok Cruyffa, który mówi, że w takim razie prosi o przekazanie insygniów prezydentowi i chowa je w szufladzie w biurku recepcjonistki jest zadziwiający, wprawiający w zakłopotanie, trudny do zrozumienia i smutny. Ani FC Barcelona ani Johan Cruyff nigdy nie powinni byli się znaleźć w takiej sytuacji. Źle, że tak się stało, jeszcze gorzej, że nie potrafili tego uniknąć i doprowadzili, kierując się chęcią rewanżu i zemsty, do tak smutnego zakończenia. Laporta i Rosell powinni się teraz wstydzić.
Najgorsze jest to, że ten incydent na nowo otwiera konfrontację, która podzieliła barcelonismo w minionych dwudziestu latach. Odnowiony zostaje w postaci neonuñizmu Rosella i neocruyffizmu Laporty, w sposób nieodwracalny. Najbardziej uderza to w Barçę, co oczywiste. Wyobrażam sobie, że tak im lepiej. Polaryzacja jest charakterystyczną cechą dzisiejszych społeczeństw, FC Barcelona nie jest wyjątkiem. Nie ma miejsca na pokój. Oba obozy będą teraz się wzajemnie oskarżać, i jednym i drugim nie zabraknie argumentów do obrony, jak i do ataku. To starcie było już wyczuwalne. Było oczywiste, że nikt nie będzie na tyle rozsądny, by go uniknąć. Zagrali mityczną figurą futbolu i FC Barcelona. Konsekwencją jest przyniesienie wstydu instytucji i ponowne otwarcie sporu. Głupota, która bardzo smuci.


