Chyba w całym cyklu Kuchennych rewolucji nie było tak źle. Były lokalne wyjęte z PRL, bez pomysłu, ale żeby ktoś podał spleśniała kukurydzę to kosmos. Czysto też nie mieli. Zarządzanie restauracją to jedno, ale dbanie o to, żeby kukurydza nie była spleśniała, albo żeby grill był czasem myty to drugie. Nie trzeba być geniuszem, żeby przewidzieć, że nie można kukurydzy non stop w wodzie trzymać.
Było kilka momentów dobrych, ale mnie osobiście najbardziej się podobało jak Gessler zapytała się szefa kuchni czy wie jak gotuje się amerykańskie potrawy, On na to że nie wie, potem się pyta właściciela On też nie wie. Więc dlaczego hamburgery?
Fakt, że ta cała akcja z brakiem kasy na polędwicę dziwna w kontekście tego, że mają drugi lokal. Może ten łysy brat wcale się nie wykręcał i faktycznie zaspał? Pojęcia nie mam. Generalnie odcinek chyba najciekawszy z tych co w Polsce były. W wersji brytyjskiej polecam odcinek z restauracją w kościele. Tu nie ma przenośni, był budynek który był kościołem, teraz już nie jest i tam teraz jest (była) restauracja.
Mentor. Dzięki za informacje, jak się czegoś więcej dowiesz to napisz. Chętnie się dowiemy jak to od kuchni wygląda.



