Druga połowa dużo słabsza. Po pierwsze - Martinez, tak ładnie biegający w pierwszej, musiał ustąpić miejsca Pepe, bo nie miał już sił. Pepe był w ogóle niewidoczny. Del Neri, chcąc bronić wyniku, wpuścił za Krasicia Melo, co spowodowało przesunięciem na prawe skrzydło Marchisio i zamurowaniem środka pola. Efekt tego był taki, że o ile w pierwszej połowie fajnie wychodziliśmy z kontrami (w czym można upatrywać zasługę Marchisio), o tyle w drugiej gry w środku nie było (dwóch dm-ów ograniczało się do odbioru i ...strat - znowu głupota Melo) i nie było też skrzydeł, bo Marchisio skrzydłowym - broń panie Boże - nie jest, a Pepe grał słabo. Szkoda wolnego Aleksa, Hart miał już pełno w gaciach.
Ogólnie rzecz biorąc - jest ok, z zawsze trudnego angielskiego terenu wywozimy punkt po starciu z faworytem. Teraz tylko bezwzględnie musimy złomotać Salzburg (pojedynki Chiellini-Janko moga być baardzo ciekawe), bo Lech gra lepiej niż miał grać...



