
Może mnie wyśmiejecie, może nie, w sumie leję na to:P Wczoraj w nocy nudziło mi się, więc wyciągnąłem box z filmami i postanowiłem obejrzeć Scusa ma ti chiamo amore, co w ang wersji nazywa się Sorry if I love you.
Jak trafiłem na ten film. Prześliczna bohaterka nazywa się Michela Quattrociocche i z wielką piłką łączy ją więcej niż niejednego polskiego kopacza. Sęk w tym, że codziennie budzi się u boku Alberto Aquilaniego.
Wracając do filmu - bardzo zabawny, z zajebistą fabułą i fantastyczną grą aktorów. Jak komuś znudziły się amerykańskie rzygowiny, to polecam kino włoskie i francuskie. Wątek dość prosty i na początku może trudno ogarnąć, że na bazie takich pospolitych wydarzeń można nakręcić coś tak przyjemnego. Alex ma prawie 40 i zostawia go narzeczona. Załamuje się, z mieszkania robi melinę, lecz pewnego dnia poznaje 17-letnią Niki. Pomimo, że zajeżdża tu pedofilią i w naszym kraju trudno pojąć pewne rzeczy, to Włosi mają inną kulturę i krzyży nie będą z tego powodu bronić. Polecam - z dziewczyną, czy nie, obejrzeć warto!
Ocena: 8,5/10



