ech, ten zespół nigdy nie uczy się na swoich błędach. Po w miarę przyzwoitej pierwszej połowie, gdzie stworzyliśmy kilka świetnych sytuacji, przyszła druga, w której Milan po raz kolejny zagrał totalną padakę. Ja nie wiem, czy to takie trudne do zrozumienia, że jak my gramy piłką i prowadzimy swoja grę, to przeciwnik tej piłki i okazji bramkowych nie ma. Tylko niewielkiemu potencjałowi ofensywnemu Parmy zawdzięczamy, że nie skończyło się chociażby tak jak na Lazio. Czy tak trudno sprężyć się w drugiej połowie na 15 minut, strzelić drugą bramkę i później spokojnie sobie grać w dziada - co chyba najczęściej trenują w tygodniu nasi piłkarze? Lepiej nic nie grać, nabiegać się przez 95 minut i wymęczyć jednobramkowe zwycięstwo ze strasznie słabą Parmą.
Jedyny pozytyw to pierwsze od dawna zwycięstwo na wyjeździe - ostatni raz udało nam się to bodajże w kwietniu w meczu z Cagliari, gdzie Milan wygrał 3:2
Pato zupełnie bez czucia piłki, odskakiwała mu przy każdym przyjęciu, no ale z każdym dniem po kontuzji powinno być lepiej.



