Żeby nie było. Mam w dupie dopalacze. Faktem jest, że mają w sobie jakieś chore gówno, ale w chwili obecnej jest duuużo przesady. Co nie zmienia jednak faktu, że dla mnie powinny istnieć. Dlaczego? Ano, żeby dzieciaki się tym gównem truły tak długo, aż w końcu jeden z drugim matołem zasiadającym w sejmie skuma, że warto zalegalizować marihuanę, której jedynym skutkiem ubocznym jest (na chwilę obecną) to, że może Ci ona nasrać w papierach.
Tyle tylko, że jak przypomnę sobie konferencje Kaczyńskiego, który mówi "ale czy marihuana jest z konopi? Chyba nie.." to mi się płakać chce i utwierdzam się w przekonaniu, że dopóki nie wyginie pokolenie over 45, to nici z tego. Nasi starsi mają w głowie tylko jedno. Marihuana to narkotyk! Narkotyk to zło! Zło to piekło! Piekło to diabeł! A diabeł jest przejebany. I kółeczko się zamyka.
Czy w Holandii rodzą się jakieś nienormalne dzieci? Chyba nie.
Oczywiście mówię tu teraz o Mary Jane, a nie o jakimś innym gównie, które robi siekę z mózgu, żeby nie było. Mamy gówniany rząd, który zabrania czegoś, o czym nie ma nawet pojęcia. Jedyną partią, która dałaby radę coś w tej materii zmienić to SLD (to właśnie za ich rządów degustatorzy mieli najlepiej), ale inne jej poglądy są takie, ze i tak na nich nigdy nie zagłosuję, a szkoda.
A przedawkowanie marihuany (



