Zacząłem w wieku 16 lat. W internacie. Rodzice dowiedzieli się jak miałem 18 i powiedzieli, że oni mieszkają tu, ja tam, więc nie upilnują mnie, ale: jak mnie złapią w szkole, to mam wpierdol od ojca, jak mnie złapią w internacie, to kumulacja, no i do tego miałem zakaz palenia w domu i przy rodzicach. Jak w wieku 20 lat dostałem pierwszą wypłatę, to ojciec po kolacji poszedł do barku, przyniósł 0,7 i polał. Wypiliśmy, potem poczęstował mnie papierosem, zapaliliśmy i rzekł: "Synu, pracujesz, jesteś dorosły, więc nie krępuj się!". Od tego momentu nie miałem zahamowań. 1,5 roku temu paliłem dziennie 30 sztuk Marlboro czerwonych setek (dla niewtajemniczonych - są dłuższe od zwykłego peta). W styczniu, po tym jak poznałem ukochaną, nagle rzuciłem palenie. Zdarzyło mi się czasami zapalić, lecz to były zazwyczaj wesela, gdzie mając we krwi kilka promili lubię sobie dymka puścić. Opowiedziałem tą historię, bo zainspirował mnie kaczy... Z dedykacją dla niego.Salas11 pisze:Paczkę dziennie paliłeś?
Kwadrans temu zastanawiałem się, czy zaraz nie wpadnie czeher i nie rzuci kuponem z plus 700 stówkami...czeher pisze:ale syf... HSV slupek wcozraj.... Spurs... 170 w tyl



