Bardzo mało. Juventus miał cztery okazje, zdobył dwie bramki, z tego jedną głupszą - z perspektywy fana Milanu - od drugiej.
Milan miał miliard okazji, ale wykończenia brakowało, a bramka padła chyba po najgłupszym rozwiązaniu z możliwych - zamiast kombinować, Szwed po prostu walnął z całej siły i zdobył gola. Gdyby Milan grał tak łopatologicznie, najprostszymi sposobami z możliwych, to wygrałby nawet wyżej, niż w zeszłym sezonie. Ale trzeba było robić cyrk objazdowy i ośmieszać rywali raz za razem myśląc, że jak się przejdzie trzech Juventinich, to bramka z automatu zostanie uznana.
Milan więc przegrał bardziej na własne życzenie, niż to ktokolwiek jest w stanie pojąć. A Juventus wygrał dzięki trenerowi, który wyciągnął z nich dziś wiele ponad spodziewane maksimum.



