To było coś pięknego...
Poprzedni sezon kończyliśmy z dorobkiem 0-5 i 0 pkt w meczach na San Siro. Ten skończymy z bilansem 2-1 i z 4 pkt. Delneri czyni cuda.
Wytłumaczy mi ktoś, jakim cudem TEN Juventus, bez Krasicia, bez Kielona, bez typowego wysuniętego napastnika, z środkowym pomocnikiem na boku pomocy, z defensywnym pomocnikiem na drugim boku pomocy, ze skrzydłowym na boku obrony, z rezerwowym obrońcą na środku i w końcu z prawym obrońcą na lewej stronie obrony WYGRAŁ z Milanem? Delneri ma u mnie w tym momencie 100% poparcia. Może nawet odpaść z LE, nie dbam o to. Udowodnił, że ten zespół mimo wielu przeciętniaków ma w sobie dumę i pamięć o dawnej potędze i że może wygrać z każdym...
To jak dzisiaj pracowali Melo z Marchisio w destrukcji i w ataku, jak walczył Quagliarella, to, że De Ceglie dzisiaj praktycznie zagrał bezbłędnie to jest jego zasługa, nikogo innego. Martinez - teraz wypadałoby powiedzieć, że daliśmy za niego tylko 12 mln. Aquillani - brawo.
Owszem, wiele było błędów, mnóstwo szczęścia. Na pewno nie powiem, że Milan zasłużył na porażkę, bo był zwyczajnie lepszy. Ma dużo lepszą kadrę, powinien nas rozjechać tak jak w zeszłym sezonie. Gdyby Ibrahimović miał swój dzień, to by nam wlepił hat - tricka bez problemu. I dlatego to zwycięstwo tak pięknie smakuje, bo na pewno nikt nie powie, że Juventus dzisiaj na dobry wynik nie zasłużył. Wyszarpał go niesamowitą ambicją, której ja nie widziałem w tej drużynie od meczu z Interem wygranym na Meazza 2-1 w pierwszym sezonie po awansie do Seria A.
I tylko Sissoko tragiczny, żeby móc się do czegoś przyczepić...
Piłkarz meczu jak dla mnie Felipe Melo, chyba się naczytał Wilmora przed meczem i chciał mu coś udowodnić. I tak uprzedzając Lordzie, on tak gra od początku sezonu.


