Trochę lipa, bo oglądnąłem tylko II połowę, ale kilka rzeczy dało się rzucić w oczy.
Milan bez pomysłu jakiegokolwiek. Ot przebiec się z piłą, zostawić 3 typów za plecami i najlepiej jeszcze jakoś spektakularnie podać. I Pato i Robinho dno. Pierwszy irytował swoją grą. Jakieś akcje na jasia wzięte z kosmosu kończące się stratą piłki. Nic typ nie wyczarował, a tylko w*urwiał. I to dosyć mocno.
Robinho niewidoczny. Nic nie wniósł do tej II połowy.
Już groźniejsi na skrzydłach byli nasi obrońcy. I Abate i Antonini. Bo nie wbijali się na gwiazdę między obrońców, tylko grali tak, jak się grać powinno. Tyle, że umiejętności nie takie, by poderwać zespół w takim spotkaniu.
Środka w ogóle nie było. Pirlo wrzucał jakieś kartofle, ale nic z tych jego akcji raczej nie wynikało.
Jeśli chodzi o Juve to wygrali, bo.. chcieli wygrać. Nie wiem, ja w nich widziałem ogromną wolę walki. Walki o 3 punkty. Chęci Milanu można było zaobserwować np. w doliczonym czasie gry.
A! I podbijam tych, którzy twierdzą, że Del Neri zjadł Allegriego.;]



