Najgorszy/najlepszy okres mialem w wieku 15-19 lat. Poczatki w Belgii,alko plynelo strumieniami najczesciej w towarzystwie bialego scierwa lub koksu jezeli akurat byla kasa przy dupie. Czesto budzilem sie na jakichs przesranych melinach gdzie od osmej rano walilo sie z 40-letnimi zulami najtansza wodke pod ciepla kranowe... O spolkowaniu ze szpetnymi,a czesto takze duuuzo starszymi partnerkami chcialbym jak najszybciej zapomniec
Teraz mam juz to wszystko za soba. Jest Sokol,praca,dziewczyna,marzenia do ktorych spelnienia usilnie daze - jest git,choc czasami przychodzi taki okres jaki w tej chwili ma kaczy. To chyba nieuniknione
PS Kurcze,az mnie ochota na piwko wziela



