Kiedy zaczynał się sezon, a Chelsea kosiła wszystkich równo z trawą, aplikując każdemu po kilka bramek, byłem przekonany, że to oni znów zostaną najlepszym teamem sezonu. Nie powinno się wyrokować w okolicach września czy początku października, ale trudno było sobie wyobrazić, że ktoś lub coś ich zatrzyma. A jednak.
Kontuzje i pech. Brak Lamparda widać gołym okiem, tyle dobrze dla The Blues, że do składu wrócili Terry i Essien, co jednak wczoraj wymiernej korzyści nie przyniosło. Wielka maszyna z Londynu gdzieś się zacięła i nijak nie chce ruszyć. Najlepszym komentarzem będą wczorajsze słowa Carlo Ancelottiego:
"Jestem rozczarowany, ponieważ nie graliśmy swojej gry i muszę zrozumieć, czemu tak się stało" No właśnie. The Blues nie potrafią złapać swojego rytmu. Brak skuteczności. Przede wszystkim. I chyba także pomysłu na grę, bo widać, że niektóre akcje są wyraźnie niedopracowane, chaotyczne.
Jak długo będzie trwać ta niemoc Chelsea? Trudno określić. Wczoraj o 16, zasiadając przed telewizorem, liczyłem na skromne, ale pewne 2:0. I wtedy byłoby ok. Jest jednak remis, a co gorsza, pasmo trudnych spotkań. Tottenham, Manchester Utd, Arsenal, Bolton, Aston Villa - terminarz co najmniej ciężki. Te kilka spotkań powinno przynieść odpowiedź na pytanie, czy okręt pod nazwą Chelsea chwilowo się zaciął czy stopniowo znika pod powierzchnią.



