Druga połowa równie nudna. Reina świetny, środkowi obrońcy także na plus, Konchesky nie popełniał idiotycznych błędów, Johnson raz dał dupy w defensywie (do czego się już przyzwyczaiłem), ale wniósł sporo ożywienia w poczynania ofensywne drużyny i niewiele brakowało, a strzeliłby bramkę. Jeśli chodzi o drugą linię, to z tonu spuścił Raul, który był momentami bardzo niedokładny, Lucas utrzymał poziom z pierwszej połowy, Maxi i Kuyt również, chociaż Argentyńczyka ratuje bramka po kapitalnym kontrataku. N'Gog ma wielkiego plusa za asystę, ale ogólnie w drugich 45 minutach niczym się nie wyróżnił. Babel chaotyczny jak zawsze, ale przy jego nazwisku także należy ostatecznie postawić plusik. No i na deser został Cole, który zagrał wręcz karygodnie.
Osobne brawa dla Reiny, który został 11. w historii Premier League bramkarzem z co najmniej setką spotkań bez straty bramki. Brawo Pepe!



