Co okienko jest kilka takich przypadków w samej Wiśle, znanych z prasy, czy tylko zakulisowych, gdy wszystko gra, wszystko jest dogadane, uściski dłoni zostały wymienione, klub tylko czeka na certyfikat, po czym prezes zachłystuje się wzrostem wymagań piłkarza o 50% z minuty na minutę, jak Późniak z ostatnich dni, on parł na Białystok, Bełchatów zgodził się na sprzedaż, Jaga chciała gracza, wszyscy się dogadali, i nagle agent zrobił swoje. To jest prawdziwa choroba polskiej piłki.
W tym klubie droga od dogadania się w trójkącie stary klub - piłkarz - Wisła do podpisania kontraktu jest wyjątkowo długa od zawsze.
Kolejny raz więc chciałeś błysnąć, i znów nie wyszło. Próbuj dalej.



