Tak naprawdę to jest słabym, małym, głupiutkim i sfrustrowanym człowieczkiem. Wiemy wiemy. Złote myśli ze stron Barcelony na temat Mourinho, Ronaldo i o dziwo wciąż żywiołowo przywoływanego Zidana są świetnie znane. Złotouści działają jak magnes, bo poprawiają humor.
Wszyscy liżą jajka, a ten zły Mourinho śmie coś pyskować, ma czelność mówić szczerze o tym, co widzi, zamiast grzecznie posyłać pozbawione ironii uśmiechy i pokłony. Najlepiej jakby jeszcze piątkę przybił z dziennikarzem EMD na najbliższej konferencji prasowej. On już wiele razy wypowiadał się o Barcelonie i o Guardioli w bardzo ciepłych słowach, nigdy nie podważając umiejętności tej drużyny (zresztą ja też Barcelonie niczego nie odbierałem), ale tego nikt nigdy nie komentuje tak chętnie, bo nie można go powyzywać. Jak Mou powie coś, co nawet nie uderza bezpośrednio w Barcę, ale na pierwszy rzut oka wydaje się kontrowersyjne (obojętnie czy o jakiejś drużynie z ligi czy o sędziowaniu), to jest już okazja do napinki w jego stronę. Nawet jeśli tak naprawdę ma rację, to przecież nie wypada tak mówić. Trzeba być grzeczną i potulną pacynką niewyróżniającą się z tłumu, a jak nie to jest się idiotą.
Dziwią mnie obawy o to, że Mourinho nie zajmuje się swoją drużyną. Zajmuje się nią na co dzień i na konferencjach prasowych również, raz na jakiś czas zdarzy się pojedyncze pytanie/pojedyncze wtrącenie nie mające związku z Realem. Tak tak, to jedno z kilkudziesięciu zdań, to z pewnością szukanie wymówki.



