U Probiego Grzelak zagrał chyba tylko kilka meczy, no i strzelił 4 bramki, ale po co to pismakowi sprawdzać, jak lepiej coś napisać i tak nikt nie sprawdzi.Dramat Bartłomieja Grzelaka z Jagiellonii
pao2011-02-26, ostatnia aktualizacja 2011-02-26 15:19
Nowy napastnik Jagiellonii, na którego bardzo liczył trener Michał Probierz, nie pomoże drużynie w obronie pierwszego miejsca w ekstraklasowej tabeli. Bartłomiej Grzelak zerwał w sobotę ścięgno Achillesa i na boisko wróci pewnie za jakieś pół roku.
30-letni piłkarz dołączył do walczącej o mistrzostwo Polski Jagi zimą. Probierz bardzo liczył na niego, że będzie tak skuteczny, jak kiedyś pod wodzą naszego trenera w Widzewie, kiedy w II lidze strzelił 20 goli, wprowadzając łodzian do ekstraklasy. Grzelak za to chciał się odbudować przy boku cenionego przez siebie szkoleniowca, bowiem od czasu gry w Widzewie nie spełniał wysokich, rozbudzonych dobrą postawą w Widzewie, wymagań. W Legii Warszawa zawodził, głównie z powodu częstych problemów zdrowotnych.
Probierz dmuchał i chuchał na swojego nowego napastnika, ale tak jak na każdego innego podopiecznego. Kiedy tylko któryś narzekał na jakiś ból, odpoczywał od gry. Bartłomiej Grzelak zagrał tylko w połowie sparingów. I on, i trener w każdej rozmowie zaprzeczali, by miał jakieś szczególne predyspozycje do łapania kontuzji. Podkreślali, że ostatnie miesiące w Sibirze Nowosybirsk, mimo spadku z ligi rosyjskiej, miał całkiem udane. Grzelak miał być teraz pierwszym napastnikiem Jagi, sadzając na ławce rezerwowych kandydata do tytułu króla strzelców ekstraklasy Tomasza Frankowskiego. Przynajmniej w pierwszym meczu po przerwie zimowej Nie będzie
- Podkręciłem kostkę - mówił z grymasem bólu na twarzy, udając się do lekarza.
Kilkadziesiąt minut później Michał Probierz z kwaśną miną przekazał dużo gorsze wieści - Bartłomiej Grzelak zerwał ścięgno Achillesa lewej nogi. W najbliższych dniach musi poddać się operacji. Do gry może wrócić za kilka miesięcy, trudno określić dokładnie ile, ale wiosną Jagiellonii na pewno nie pomoże.
W białostockim klubie muszą teraz pomyśleć, co począć. Jeden Frankowski, choć jest jednym z najlepszych strzelców w historii ekstraklasy, to trochę mało, tym bardziej, że od środy jagiellończycy będą grać co trzy-cztery dni w Pucharze Polski i lidze. Młodziutki Przemysław Jastrzębski robi stale postępy, ale nie można wymagać od niego, by strzelał gole w ekstraklasie. Inny młodzian - Ermin Seratlić - zrobił zimą furorę w zespole, ale nie kryje, że woli grać na lewej pomocy, a nie w ataku, gdzie sprawdzał go trener. Bartłomiej Pawsłowski to też wciąż nie ten kaliber zawodnika, co Frankowski i Grzelak.



