Władze Łodzi chcą rozmawiać z właścicielem Widzewa na temat stadionu przy al. Piłsudskiego. Proponują również wyłonienie kancelarii prawnej, która miałaby przygotować drogę formalno-prawną do realizacji tej inwestycji. Ale wydaje się, że mogą być to działania spóźnione. Po tym, jak minął termin ultimatum postawionego przez klub, reakcja była natychmiastowa. Widzew wysłał już we wtorek pismo do magistratu, w którym wnioskuje o rozwiązanie umowy dzierżawy stadionu za porozumieniem stron! Daje też do zrozumienia, że chce być traktowany na takich samych zasadach, jak ŁKS. Przez co trzeba rozumieć, że oczekuje wybudowania stadionu przez miasto i umożliwienia grania na nim na identycznych zasadach (tzn. za takie same stawki).
Tego stanowiska nie zmieniła środowa deklaracja wiceprezydenta miasta Marka Cieślaka. "W ciągu ostatnich dni nikt ze strony Urzędu Miasta Łodzi nie zgłosił się do klubu z propozycją spotkania i pomysłem wyłonienia niezależnej kancelarii prawnej, która miałaby określić sposób realizacji inwestycji budowy stadionu Widzewa. Dowiadujemy się o takich propozycjach jedynie poprzez media, co trudno traktować jako właściwe zaproszenie i odnosić się do jego zasadności" - komentuje Marcin Animucki.
Prezes Widzewa dodał, że propozycja wskazania wspólnej kancelarii prawnej wcale nie jest nowa. "Ta medialna deklaracja jest tożsama ze stanowiskiem obu stron, które ustalono podczas grudniowego spotkania pomiędzy Panem Sylwestrem Cackiem i Panią Prezydent Zdanowską. Dostarczony przez Widzew projekt umowy miał trafić do zaopiniowania przez zewnętrzną kancelarię prawną. Szkoda, że w ten sposób nie postąpiono dwa miesiące temu, tak jak obiecywano" - wyjaśnił - "Szkoda, że Urząd Miasta uaktywnił się dopiero po otrzymaniu od nas w dniu 1 marca pisma z prośbą o rozwiązanie obecnej umowy dzierżawy. Zamiast rozmów, kolejnych deklaracji wolelibyśmy ze strony miasta uzyskać konkretny plan na wybudowanie stadionu miejskiego na Widzewie" - zakończył.
No to zaczynają się jaja..



