Re: Gran Derby // FC Barcelona - Real Madrid CF

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 12926
Rejestracja: 15 maja 2006, 22:36
Reputacja: 2055

Re: Gran Derby // FC Barcelona - Real Madrid CF

Post autor: Morrow » 26 kwie 2011, 19:48

Bienias pisze: I szczerze czy to bedzie Real B czy Real A zawsze tak samo bede sie cieszyl ze zwyciestwa.
Bienias szaleje widzę. To zaraz, z jednej strony przeszkadza Ci autobus w bramce Realu, który uczciłeś avkiem a z drugiej piszesz, że interesuje Cię tylko awans?
Bienias pisze:Dla mnie liczy sie awans bo w LM juz rok temu bylismy najlepsi...a puchar trafil w lapy Interu.
Te rozgrywki są niepotrzebne bo i tak wszyscy przecież wiedzą, że Barcelona jest najlepsza. Wygrywać z Barceloną można tylko grając otwarty, piękny futbol, idąc na wymianę ciosów, każde inne zwycięstwo się nie liczy. Real stawia autobus w bramce mimo, że w pierwszej połowie finału stworzył znacznie więcej klarownych sytuacji niż Barcelona - dochodzić do sytuacji strzeleckich można tylko tak jak Barcelona. Real zły, Real gra antyfutbol, Real zabija piłkę. Barcelona świetnie wymienia piłkę, najlepiej na świecie, Mourinho potrafił to maksymalnie ograniczyć, stłamsić największe atuty Barcy - jak tak można, przecież wygrywanie z Barceloną liczy się tylko wtedy gdy ktoś gra lepiej od nich ich grę a że nikt tego nie potrafi lepiej... Każda porażka Barcelony = antyfutbol, autobus w bramce, brutalna gra rywali, inne pieprzenie, itp. a i tak jesteśmy najlepsi. Nie wiem jak Ty Bienias ale ja w zeszłym sezonie widziałem wyraźnie, że najlepszą drużyną na świecie był Inter Mediolan, który rozwalił Barcelonę u siebie a na wyjeździe był w stanie ugrać awans mimo, że więcej czasu grał w 10 niż w pełnym składzie ale co tam, autobus, antyfutbol, powinni atakować, Duma i tak była najlepsza.
Właśnie przez takich kibiców jak Bienias Barceloną, mimo tego, że gra kapitalną piłkę, która chyba na każdym kto choć trochę interesuje się piłką robi wrażenie, rzyga chyba większość kibiców innych drużyn. Wygrywać i być mistrzem też trzeba umieć.

Wróć do „Hiszpania”