Byłem w Bydgoszczy, powiem krótko. Na wstępie winnych jest kilku: PZPN, WojewodaWilmore pisze:Skoro mówisz o chuligaństwie, to powiedz mi, czy masz pomysł, jak w lepszy sposób sobie z tym poradzić?
Jednak stadion nie tylko nie spełniał warunków bezpieczeństwa, ale i służby, policja (której niby było z 1200) chyba się gdzieś poukrywała. Jak wytłumaczyć fakt, że w czasie karnych (wiadomo, że zaraz mecz się skończy, ktoś wygra, ktoś przegra) od naszego sektora do bieżni oddzielał płotek o wysokości 1,20m, kilku stjułardów, czy tam innych pachołków, którzy i tak nie interweniowali - po stronie kibiców Legii zero reakcji, pełna swoboda kibiców, aby podbiegli pod bramkę przy ostatnim karnym.
Służby powinny być już zwarte, przyszykowane przed karnymi. Kibice Lecha by nie wbiegli gdyby na bieżni były hordy policji - ale nie było, i aż niektórym żal jak się przekonaliśmy było nie wykorzystać takiej okazji do pobiegania po bieżni.
Zatem co należy robić ? Eintracht wyłapywał chuliganów na miejscu zdarzenia. Nasi tego nie potrafią i teraz przez swoją nieudolność mozolnie przeglądają nagrania z monitoringu i bawią się w kotka i myszkę.
Inna sprawa, że ekscesy chuligańskie zdarzają się bardzo rzadko. Przy latach 90-tych to jest naprawdę nic. Do tego należy pamiętać, że sprawa bydgoska ma swoje podłoże przede wszystkim w kwestii organizacyjnej.



