Chciałbym zadać Ci dwa pytania. Czy uważasz, że działania rządu są wymierzone właśnie w takich ludzi? Do tej pory zajmują się głównie zamykaniem stadionów, ściganiem haseł antyrządowych i karami dla ludzi za wulgaryzmy. Czy uważasz, że to ma coś wspólnego z przypadkiem ludzi, którzy tną żyletką twarz? Czy zamknięcie jakiegokolwiek stadionu wpłynie na eliminacje takich zachowań? Czy gdyby żadne stadiony nie były dostępne dla publiczności, czy gdyby kibicowanie, doping, oprawy zostały zdelegalizowanie w Polsce to czy przyczyniłoby się do eliminacji takich przestępstw? Czy uważasz, że ci sam ludzie, z którymi walczy rząd http://www.weszlo.com/news/6893 wychodzą później na ulicę i tną ludzi za pomocą maczet, noży, żyletek? Czy sądzisz, że to sprawa dla wojewody, czy rozwiąże się ten problem zakazując wyjazdów w całej polskiej lidze czy może to sprawa kryminalna, nie mająca bezpośrednio związku ze stadionem i gromadzącymi się tam kibicami? Wyszło trochę więcej pytań. Ale chciałbym, byś odpowiedział choć na kilkaMorrow pisze:W takim razie wytłumacz mi jak ma się polityka do tego, że 3 gości "wygrawerowało" dzieciakowi żyletką inicjały klubu?
Moim zdaniem rząd odwalił kawał dobrej roboty. Wmówił opinii publicznej, że kneblowanie ust kibicom, stosowanie odpowiedzialności zbiorowej to walka z bandytami - kto uważa, że to nie ma związku, automatycznie popiera bandytów, ewentualnie sprowadza to wszystko do walki politycznej. Problem z jakim chce walczyć rząd leży gdzie indziej niż skierowane są jego działania. Uderzają one we wszystkich ludzi przychodzących na stadion, tymczasem wrzuca się do jednego worka osoby używające wulgaryzmów i naruszające nietykalność cielesną. Czy tak jest naprawdę? Będąc zwykłym obywatelem rzucającym mięsem lub krytykującym rząd też powinieneś zostać nazwany bandytą? Czy jakikolwiek użytkownik komunikacji miejskiej atakujący kierowcę sprawiłby, że zamknięto by część linii w mieście? działania są nieproporcjonalne i niezwiązane z tym, co chce się zwalczyć. Problem o którym piszesz nie jest obecny na stadionach - wystarczy się tam przejść, by to zobaczyć. Ten konkretny leży na ulicach i powinien być traktowany jako zwykłe przestępstwo, nie potrzebne są specustawy o kibicach tylko wystarczy skorzystać z istniejącego prawa, surowo karać a złapanie ludzi odpowiedzialnych (poszczególnych, nie społeczności) leży w gestii policji i reszty organów. Złapane osoby za zabójstwo człowieka w Krakowie nie odpowiadają za zabójstwo, lecz pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Nieudolność państwa też jest winą kiboli? Czy osobę, która tnie żyletką lub kogoś zabiją można nazywać kibolem, tak samo, jak osoby podczas demonstracji przeciwko rządowi, które mówią by zbierać po sobie papierki? To o czym napisałeś, nie jest tym samym z czym rząd walczy i czym odwraca uwagę od swoich porażek, tak jak pisał emdzej. Ba, przykrywa i bagatelizuje, spycha w tło, w ten sposób również problem o którym napisałeś.



