Pierwsza to raczej nie nie 'dymy' czy nawet wybryki ale niezła polewa była z tego w klasie. To było w 3 klasie gimnazjum. Był u mnie w klasie taki jeden nieźle zadżumiony człenio. Często nie orientował co się do niego mówi i wogóle trochę taki dziwny. No i raz nauczyciel od historii mówi do niego aby gumki (do ścierania) pożyczył. Ten jak zwykle nie kontaktuje. Nauczyciel pyta drugi raz ale ten dalej nic. No to gumke pożyczyła koleżanka i wszystko byłoby wporzo gdyby nie to, że po jakichś 2 minutach ten człeń sięgnął po gumkę i nie patrząc za bardzo rzucił w stronę biurka i trafił nauczyciela w czoło
Ten sam człeń (niezły kolo był z niego
Pewnie coś jeszcze zapodam tylko może później.
Jeśli chodzi o 'dymy' to były nawet niezłe rok temu (1 klasa liceum). Mieliśmy dwie lekcje polskiego pod rząd. Sorka wpuściła nas do sali i poszła po dziennik a koleś rozpylił na końcu sali trochę gazu pieprzowego (takiego na psy stosowanego często). Sorka wraca i rozpoczyna się lekcja. Po chwili kilka osób w ostatnich ławkach zaczyna intensywnie kaszleć i pchać się do okna. Sorka prosi o spokój. Nie mija nawet minuta jak kaszlą już pierwsze rzędy w tym ja w mojej drugiej ławce. Sorka już naprawdę zdenerwowana prosi o spokój po czym ... sama zaczyna kaszleć bez opamiętania. Konsternacja w klasie. Wszyscy kaszlą. Sorka wybiega z sali i wraca z dyrektorką. Dyra wchodzi i już chce coś mówić aż tu nagle zaczyna kaszleć. Wszyscy zostali wyproszeni na korytarz i druga godzina odbyła się właśnie tam. Klasa została zawieszona w prawach ucznia do końca semestru
Może jeszcze coś napiszę później jak sobie przypomnę. Narazie przetrawcie to


