Za 4 godziny czas na finał Ligi Mistrzów. Pozwolę sobie na własną prognozę...
Moim zdaniem, mimo wszystko, personalnie lepiej prezentował się Manchester z poprzedniej potyczki z Barcą, niemniej nie deprecjonuję klasy i jakości drużyny Fergusona: to drużyna, która zdobyła mistrzostwo, gdy na karku były ekipy najsilniejsze i najwięcej chcące zdobyć, biorąc pod uwagę wszystkie lata, odkąd jestem kibicem. To wielki wyczyn.
Z drugiej strony jest Barcelona, której udało się już trzeci raz z rzędu zdobyć mistrzostwo, i to po raz kolejny zdobywając multum punktów, goli i jakże rekordowo mało tracąc. Personalnie to drużyna lepsza niż wcześniej.
To mikro podsumowanie nie zawiera jednak chyba najważniejszego: formy. Na blogu Darka Wołowskiego lepiej wychodzi pod tym względem United. Chyba się z tym zgadzam. To znaczy: wszystko zależy od prawdziwej formy Barcy. Bo forma United jest bardzo wysoka. Z Barcą było ostatnio inaczej i jej aktualna, dzisiejsza, dyspozycja jest jedna wielką niewiadomą, choć np. Messi mówił ostatnio (parę dni temu), że czuje się świeżo i że są w formie, jednak.
Mówię o formie i do niej sprowadzam ten finał, ponieważ tak samo prawdopodobnym wynikiem może być:
- 4:0 dla Manchesteru, jeżeli Barca jest rozbita, straciła swego ducha, nie ma jednak tej formy, Pepowi nie udało się zmotywować swych graczy,
- 4:0 dla Barcelony, jeżeli Barca rzeczywiście, jak twierdzi Messi, po raz kolejny zwarła szeregi i jest umotywowana jak na mecze z Realem.
Jestem świadom, że moje zdanie jest kontrowersyjne, bo np. na forum RedCafe kibice Manchesteru raczej stawiają na raczej skromną wygraną np. 2:1, ale intuicja podpowiada mi, że może ten finał być niczym cezura dla tej wielkiej Barcy tak, jak kiedyś była w meczu z Milanem w innym finale Champions League.



