Po pierwszym tytule Rijkaarda byłem w ekstazie szczęścia, czekałem długo po Van Gaalu na mistrzostwo kraju, widząc w międzyczasie miejsce 17naste. W drugim sezonie wygraliśmy LM... to była moc, pokazanie światu, że Barca trwale odżyła, nie Hiszpanii, ale całemu światu, graliśmy futbol, że lepszy byc nie może...
Wtedy były dwa lata bez misrzostwa Hiszpanii, bez LM, cały czas ten sam futbol, ale już najlepszy nie był... Wypaliło się...
Przyszedł Guardiola! Buuuum! Rozpizdziel totalny, inne tytuły nieważne, ale LM zdobyta jako niefaworyt, co urągało trochę Barcelonie. Rzym, Manu - FCB, i Barca mimo swej grzej w sezonie, miażdżeniu kolejnych rywali nie jest faworytem? Bo Pep vs SAF, bo ferdinand vs Pique, bo, wtedy ktoś jeszcze śmiał porównywac Messi vs Ronaldo. Nieważne, wyszła dominacja Barcelony, Wtedy byłem zadowolony, nie orgazmiczny, po prostu zadowolony, Barcelona udowodniła swą supremację, swą wyższosc.
Dziś? Dziś się poryczałem, jak dziecko się poryczałem, jak strzelil Villa, jak zabrzmiał gwizdek kończący. Barcelona była faworytem, ale klasa, sposób i różnica poziomów nie pozostawiła wątpliwości. Płakałem widząc drużynę epokową. LM Rijkaarda to było wejście, pierwsza Guardioli to pokaz, ale ta dzisiejsza to kanon. Sztuka, wzór, deklasacja, dominacja, tworzenie historii.
Mistrz Anglii był bezradny... szacunek dla MU, każdy byłby bezradny.
Kibice wszelkich klubów muszą przyznac, iż dzisiejsza Barcelona, to najlepsza drużyna... nie wiem... w całej historii, w historii po 90', porównywa ją można z milanem Sacchiego, ale wydaje mi się, że to bardzie z szacunku dla historii i czasów przeszłych. Do Realu gen. Franco nigdy nie porównam, bo to jak porównywac diament do gówna



