A czy ja mówię, że by nie podskoczyła?emdżej pisze:Gdyby chciał ją przyjąć to by nie podskoczyła![]()
Parę lat trenowałem grę na bramce. Miałem do czynienia z dwoma trenerami bramkarzy i obaj powtarzali mi, że jak nawierzchnia jest z dupy i przeciwnik jest w takie odległości, że możesz piłkę przyjąć, a sama piłka leci Ci w kierunku bramki to ją przyjmujesz, bo jak na nią nabiegniesz i będziesz chciał zapalić w nią z buta to w razie pomyłki nie jesteś już w stanie nic zrobić, bo niczym byś skumał, że nie trafiłeś, niczym byś się odwrócił itd. itp. to piłka już dawno byłaby za Tobą. Natomiast gdybyś przyjmował i piłka by CI przeskoczyła nad nogą zawsze masz większe szanse (stojąc dobrze na nogach) na to, by ją dogonić.
No i gdyby Boruc przyjął piłę i gdyby typ z Irlandii Płn. wywarłby na nim niesamowitą presję (taa, na bank w tym przypadku) to wtedy wypierdzielasz buta w aut i wracasz do bramki. To jest jeszcze prostsze niż budowa cepa.
Bueheh.peterdcm pisze:Powołujesz się na sytuację o której nie masz pojęcia.
To w takim momencie kopiesz piłkę w aut. Ale Ty o tym nie wiesz. Wybaczam. Ja też nie wiem na czym polega krykiet, czy jakieś inne polo.peterdcm pisze:Rywal nabiegał na akcje i mimo że czas na przyjęcie był, w przypadku błędu - na nierównej nawierzchni prawdopodobnego - zdążył by być już przy Borucu i wywierać presję.
Sorry ziomek, ale jeżeli ktoś wali głupotami, to nie mogę milczeć. Tak mnie nauczyli.peterdcm pisze:Artur dobrze próbował więc milcz.
A czy ja napisałem gdzieś, że Żewłakow nie popełnił błędu (pokaż mi paluszkiem)? Mówię tylko, że błąd popełnił i Żewłakow i Boruc.peterdcm pisze:"Żewła" mógł wybijać do boku czy po skosie, a nie prawie strzelać na własną bramkę.



