Nie wszyscy z Was pamiętają czasy, kiedy jedni z najlepszych zawodników rezygnowali z gry w kadrze, bo coś lub ktoś im się nie podobał. Wyobraźcie sobie, że jesteście piłkarzami. Gracie sobie w Bundeslidze, bądź nawet w Championship. Nie jesteście jakąś tam gwiazdą, tylko solidnym kopaczem, co wyrobił sobie markę i może pozwolić sobie na swoje zdanie. Co robicie? Szczerze, to ja już po przejęciu władzy w PZPN przez Lato bym obsrał ten cyrk. Zakończyłbym karierę reprezentacyjną i nie robił z siebie pośmiewiska. Zaraz ktoś powie, że Euro, że w Polsce. Szczerze? Euro mogę sobie w telewizji obejrzeć, a nie przez miesiąc się przygotowywać do ogarnięcia "wpierdolu turnieju".
Jest wiele innych ciekawszych zajęć niż oglądanie przez tyle czasu ryja Smudy i czekanie na ścięcie. Można smażyć tyłek na Malediwach, łowić ryby na Mazurach, wpierdalać skorupiaki i robaki w Tajlandii, a nie uczyć się analfabetyzmu od Smudy i oglądać "pij [k****]!" w wykonaniu hordy pezetpeenowskich działaczy.
Ale nie. Parcie na kasę jest tak wielkie, że nie warto patrzeć rano w lustro i zadawać sobie jednego z ważniejszych pytań (po co mam jechać na tą zjebaną kadrę?). Nie rozumiem tego. Ja naprawdę na ich miejscu dałbym sobie spokój. Kadra to nie obowiązek. To zaszczyt, honor i wyróżnienie. Jednak w obecnej sytuacji wszystkie wielkie wartości określające ten zaszczyt zostały wyjebane do śmieci. Szkoda, że jedynie najmłodszy Wojtek Szczęsny ma na jaja i potrafi wprost o tym powiedzieć...



