Re: Wisła Kraków (zbiorczy)

Awatar użytkownika
petru
Administrator
Administrator
Posty: 11826
Rejestracja: 05 lis 2004, 22:37
Reputacja: 680
Kibicuję: Konstytucja
Lokalizacja: 4 lipca 1921, hotel Overlook/ ultima Thule

Re: Wisła Kraków (zbiorczy)

Post autor: petru » 28 sie 2011, 2:16

Ja nie mam zarzutów do ambicji zespołu, może nie ryją murawy i umierają za Wisłę, ale to trochę inny rodzaj zawodników. Lepszy taki, który poważnie podchodzi do większości meczów, niż ludzie, którzy wiedzą, że trzeba się spiąć na Cracovię, Legię, Lecha, a potem spacerować. Problem jest wg mnie z trenerem. Spodziewałem się, że nie wygramy, ale porażki nie brałem pod uwagę. Maaskant po radosnym futbolu i beznadziejnych obrońcach na jesieni cofnął zespół, przyniosło to efekty, na wiosnę mieliśmy maraton ciężkich zespołów, to oczywiście bardziej cofnął zespół i też to przyniosło wyniki. W pucharach to samo, a jako wisienkę dołożył trzeciego defensywnego pomocnika - wiadomo jak to się skończyło. Oczywiście gra obronna nie poprawiła się na jotę, ale ponieważ cały zespół bronił i atakował ograniczoną ilością zawodników, to wyniki się poprawiały. Teraz pojawił się Iliev, Biton i są wykonawcy. I nagle okazuje się, że zapomnieli także jak gra się szybko w ofensywie. Zespół nie musi się cofać, rywale sami się przed nami murują. Wisła zagęszcza środek, podczas gdy rywale grają kontry skrzydłami, gdzie kręcą dodatkowo Diazem. Gdzie tu jest sens? Najchętniej oba zespoły by się zamurowały na swoich połowach.
Miały być trzy różne warianty gry - są dwa - nijaki i defensywny. Jeśli przez rok nie udało się wypracować ofensywnego i wyeliminować błędy obrony, to co robił trener? Gdyby Wisła grała zamiast Śląska z Legią ostatnio i cofnęła się jak Śląsk po zdobyciu prowadzenia, Legia wygrałaby spokojnie. A piłkarzy raczej mamy lepszych.
Mam nadzieję, że Valckx ma też notes z 20-oma trenerami. W innych czasach, kiedy nie holowało się trenerów (jak ostatnio Kasperczaka), tylko ratowało ligę, to decydujące byłyby dwa następne mecze.
Odnośnie Małeckiego, normalnie bym przytaknął, ale taka sytuacja, jaka miewa miejsce np. na Lechu, mnie niesmaczy. Dzisiaj to nie był duży głos, ale słyszalny, a kiedyś by to nie było do pomyślenia. Powiem szczerze, że miałem podobne uczucia jak on. A jeśli chodzi o aspekt sportowy i charakter, to chciałbym, by ktoś nad nim solidnie popracował kiedyś.

Aha, odnośnie gry, to w dalszym ciągu mamy indywidualności decydujące o wyniku. Myślę, że odrobinę przestaliśmy być faworytem rozgrywek, ale kwestia wygrywania meczów naprawi się sama z siebie. Niestety, nie stanie się to samo ze stylem, defensywą i rozgrywaniem piłki. To jakbym miał się bawić w wróżenie, bo teraz nie widać nadziei.

Wróć do „Polska”