Nie mój wzorzec tylko jak już pisałem anglosaski - opisywany przez wielu ekonomistów, socjologów gospodarki i historyków. Wraz ze wzrostem dobrobytu rosną potrzeby jest to całkowicie naturalne, zaś dążenie do dobrobytu przy zachowaniu jakiegoś określonego poziomu potrzeb klasowych (określony klasy są beneficjentem wzrostu) brzmi jak kolejna utopia wynikająca z fantazji a przede wszystkim nieznajomości dynamiki zmian oraz konsekwencji z tego wynikających. We wszystkich systemach kapitalistycznych istnieje problem nierówności - czasem wyższych w stosunku do polski (Anglia, Ameryka ) a w innym przypadku niższych (Japonia). Jest to nierozerwalnie związane z tym ustrojem.Fajnie, że podajesz jako swój wzorzec (model anglosaski) system który jak sam zauważasz jest wadliwy. Zresztą kraje kolonialne miały zawsze wygórowane potrzeby i dla nich dobrobyt jest ciągle za niski, mało mało i ciągle mało... Także tu problem niekoniecznie tkwi w dobrobycie samym w sobie, który nawet jako warunek do dalszych rozważań nie jest spełniony skoro panuje skrajne rozwarstwienie.
A jednak skutkują osieroceniem dzieci , a zatem wzmagają potrzebę tworzenia instytucji o których piszesz:Zdarzenia losowe są zawsze i wszędzie, zatem to nie ma nic wspólnego.
Już nie mówiąc, że tworzenie nowych, lepszych instytucji nie wyklucza dążenia do dobrobytu a nawet ten dobrobyt zwiększa, choćby poprzez oszczędności na publicznych domach dziecka oraz rodzinach zarobkowych. Ale na to autor tego postu już nie wpadłZamiast dążyć do dobrobytu który spowoduje zmniejszenie konieczności tworzenia domów dziecka, ty chcesz tworzyć dodatkowe istytucje
Jaki związek ma leczenie bezpłodności na negatywne postawy względem adopcji poza tym, że zwiększają problem o którym pisze ? I to według Ciebie eliminuje problem niechcianych dzieci ? Czy ktoś coś z tego rozumie ? Jeśli tak to prosiłbym o wykładnieTak, bo leczenie bezpłodności (skoro coś się leczy to jest to choroba) jest dobrobytem społeczeństwa i nie powoduje chęci z konieczności, adoptowania cydzych dzieci.



