Wreszcie głos rozsądku, może nikt nie łyknie tych bzdur na temat morderstw politycznych w PO. Wystarczy się trochę orientować, żeby zobaczyć olbrzymie różnice. Całe szczęście w PO na razie nie ma takich standardów, jak w PiS, choć nie zdziwię się, jeśli za miesiąc po wyroku na Schetynie swoje zdanie zmienię.
Dwie uwagi jednak do Twojego wywodu:
SD zostało założone przed wojną, po wojnie zostało przejęte, ale jako marionetka niegodna uwagi. Piskorski chciał z niej zrobić przykrywkę dla swoich bardzo brudnych interesów, to strasznie umoczony facet.
Z Rokitą sprawa jest bardziej skomplikowana. Dobrze to opisał Palikot w swojej ostatniej książce, podsumował wszystkie plotki, które krążyły od dawna. O premierze z Krakowa plotkę rozpuścił on sam chcąc stworzyć mocną opozycję do polityki Tuska. Od początku był zwolennikiem POPiS, dążył do tej koncepcji za wszelką cenę (bardzo lojalnie względem PO zresztą, szacunek za to dla niego) i kiedy ta koncepcja przegrała i okazało się, że pełnię władzy ma Tusk, to on odszedł. Nie był upokarzany, nie był autowany, nie odbierano mu stanowisk, choć robił świństwa, przy których zachowanie Ziobry czy Kluzik wydaje się być szczytem kultury politycznej. Rozstał się z PO na pewno w dużej niezgodzie, ale nikt o tym nic do końca nie wie, bo nie wychodziło to do mediów.Jesli chodzi o Rokite to wyautowal sie sam bo sie okazalo, ze nie jest tak silny jak Tusk, a chcial dyktowac co ma robic partia.
Ot, przegrał walkę o władzę z Tuskiem, jego koncepcja została skompromitowana. Zdarza się w każdej partii na okrągło.
Żaden - Olechowskiego, Rokity, Piskorskiego czy innych - przypadek nie umywa się do upokarzania Jakubiak czy Ziobry. To były rozłamy takie, jak Jurka na przykład: drogi polityczne się rozeszły, i w nieznanej wewnętrznej atmosferze obie strony poszły na swoje.
Najwyraźniej kiedyś Kaczyński potrafił zachować klasę.



