Chyba nie do końca się zrozumieliśmy. Nie kwestionuję tego, że Gervinho jest wzmocnieniem, bo jest, marudzę tylko, że miewa tak różne mecze. Wczoraj nie podobał mi się wcale, ale jak trafi mu się mecz to jest w pytkę. Arteta z kolei to zupełnie inna bajka. Nie wiem czy on w ogóle może mieć coś takiego jak słabszy mecz. Hiszpan gra niesamowicie równo, co pewnie w dużej mierze spowodowane jest jego rolą oraz zadaniami na boisku. O wiele łatwiej jest spartaczyć mecz Iworyjczykowi, który ma za zadanie wygrywać pojedynki na skrzydle, robić przewagę i napędzać akcje do przodu. Arteta trzyma środek boiska (w zasadzie to może lekkoduszność Songa i jego wypady do przodu po części biorą się z tego, że ma ze sobą kogoś, kto zabezpiecza środek pola), jest mało widowiskowy, ale za to cholernie przydatny. Kiedy trzeba komuś klepnąć piłkę, to jest tam Arteta. Nie ma co wymagać od niego kluczowych zagrań w stylu Fabregasa, jest super z tym co daje w tej chwili drużynie. Strach pomyśleć co by było gdyby te kluczowe podania nagle zaczęły się u niego pojawiać



