Nie wiem o co Wam chodzi. Wczoraj minąłem Żyrardów i dopiero pod Sochaczewem zaczęło padać. W Kielcach było pochmurnie, tak samo jak w okolicach Bytomia (miałem wpaść do clonera, ale stwierdziłem, że pewnie jeszcze jest na imprezie). W Częstochowie świeciło piękne słońce, a w Łodzi... no cóż. Posłuchałem ojca, który doradził mi, żebym ominął Łódź w godzinach szczytu i wpakowałem się w ogromne korki, bo trasa wzdłuż Tomaszowa Mazowieckiego i Rawy jest w przebudowie, więc 100km jechałem 3 godziny... Ogólnie podróże po Polsce to jedna wielka kpina. Często jeżdżę i nie potrafię zrozumieć pewnych rzeczy. Wczoraj do Kielc jechałem 3h, choć może dlatego że wyjechałem o 5 rano i po 8 byłem na miejscu. A zza Częstochowy wracałem ponad 5 godzin. Korki, niezrozumiałe przebudowy na kilkuset kilometrowych odcinkach, gdzie jedzie z prędkością spacerowania.
U mnie dziś piękna słoneczna pogoda, choć cały wczorajszy dzień i noc podobno padało. Może i do mnie śnieg dotrze?



