Wilmore - wyjmujesz jedną sytuację z meczu i uważasz, że mieliśmy szczęście w całym. Uhm - czyli wychodzi bzdura.
Równie dobrze Cagliari miało szczęście, że nie wpadł strzał Quagliarelli, jego drugi strzał, że szczęśliwie zdołali niektóre strzały blokować, że Pirlo nie strzelił minimalnie lepiej, że Borriello nie wykorzystał swojej sytuacji.
Słowem: Cagliari miało szczęście, że nie przegrało 5-1 albo 6-1.
Dla Ciebie szczęściem Juventusu jest to, że Catania (mająca problemy ze skutecznością w tym sezonie i która nie zagrała mniej skutecznie niż we wcześniejszych swoich spotkaniach) przez cały mecz mając dwie groźniejsze sytuacje nie strzeliła dwóch bramek. Albo trzech.
Zabawne.
Otóż żeby w ogóle się znaleźć w sytuacji 1-0 i groźna akcja Catania potrzebowała szczęścia w postaci życiowego strzału Barrientosa oraz niewykorzystania dwóch okazji przez Juventus. Możesz to ignorować i stawiać jako coś naturalnego, niejako obowiązkowego - ale pod względem logiki to się po prostu nie broni. By było 2-0 musiał nastąpić ciąg zdarzeń: strzał życia Barrientosa, poprzeczka zamiast bramki dla Juve, wykorzystanie sytuacji przez gracza Catanii. Ciąg zdarzeń o małej szansie wystąpienia, więc mówienie o 'szczęściu Juve' bo taka mała szansa nie została spełniona jest komletnie bez sensu.
Drugą część pominę. Bo o ile się zgodzę, że bramka Chielliniego na siłę mogłaby zostać anulowana. to jednak przy wyniku 1-1 i grze w przewadze teza 'Juventus miał szczęście, że nie przegrał' absolutnie się nie broni.



