Nie można dać się zwariować i powtarzać trochę lekkomyślnie podawane argumenty z tematu o meczu Milan-Juventus, że przy 2:0 mecz nie był wygrany, bo zespół 10 lat temu rozegrał takie spotkanie i przegrał.
Obie zespoły są strasznie osłabione, ale mimo wszystko szanse i optymizm Magnuma oceniam jako myślenie życzeniowe. Doskonale go oczywiście rozumiem.
Milan będzie miał problem z pomocą, ale Arsenal również. Nie można tego meczu traktować jako po prostu drugi mecz, bo nad Arsenalem wisi to 0:4, co zadecyduje o ich grze, to jest jasne. Milan w pomocy nie będzie miał ofensywnych i mocnych graczy, ale zamiast tego będzie miał bardzo silną w obronie pomoc - obrońca Mesbah, Mark Van Bommel i może przeciętny w tym elemencie, ale harujący jak wół Nocerino. A z przodu wywierający niesamowity pressing na rywalach Emanuelson, były obrońca.
Pewnie przegramy, ale o awans jestem dziwnie spokojny. Allegri to nie Ancelotti, on w trakcie meczów nie popełnia kardynalnych błędów. Przy Carlo byłbym przekonany, że jutro wyszlibyśmy z Ibrahimoviciem i autobusem przed bramką, totalnie oddając inicjatywę Arsenalowi, przy Allegrim jestem pewien, że zespół po odbiorze piłki nie będzie jej kopał na pałę, ale myślał o rozegraniu kontry, nie zdziwię się, jeśli jedną czy dwie bramki w ten sposób zdobędziemy, bo obrona Arsenalu nie jest monolitem. A już jedna bramka właściwie eliminuje Arsenal.
No i o czym my tu mówimy. W obecnej sytuacji jadąc na Barcelonę czy United byłbym przestraszony, ale gołym okiem widać, że Arsenal osiąga wyniki ponad formę. Z Liverpoolem mógł przegrać 0:3 i nie narzekać, z Tottenhamem udało im się wyprowadzić z beznadziejnego wyniku, ale Milan w trakcie meczu nie zrezygnuje z gry obronnej, to się przy włoskich ekipach nie zdarza.



