Gil Vicente-Sporting. Bylem przekonany,ze wzmocnione mentalnie wyeliminowaniem bogaczy z Manchesteru Lwy spokojnie pojada sredniaka Sagres...nic z tych rzeczy. SCP zagralo katastrofalny mecz. Pierwsze pol godziny zawodnicy zielono-bialych praktycznie przechodzili i w dodatku dostali bramke zupelnie z niczego. Wydawalo sie,ze w II polowie rzuca sie do ataku,ale wtedy glowna role odegral sedzia. Najpierw rzut karny (dosyc watpliwy) Claudio obronil Rui Paticio,a doslownie 2 sekundy pozniej arbiter odgwizdal kolejna jedenastke... Tym razem Claudio pokazal jaja i pewnie zamienil karnego na bramke. Niedlugo potem za druga zolta kartke wylecial mozg zespolu Schaars i mozna powiedziec,ze w tym momencie emocje sie skonczyly.
Niestety,ale dopoki gracze Sportingu nie naucza sie golic "ogorkow" i przestana tracic punkty z takimi tuzami jak Setubal czy Gil,to raczej dlugo nie zobaczymy ich na szczycie Sagres



