Re: Ogólna dyskusja o polityce

Awatar użytkownika
franz
Ki(L)gore Trout
Posty: 3855
Rejestracja: 15 paź 2006, 16:58
Reputacja: 100
Lokalizacja: Miasto Kanibali

Re: Ogólna dyskusja o polityce

Post autor: franz » 14 kwie 2012, 13:29

Duch pisze:Tak w nawiązaniu do ostatniej rocznicy.

Facebook, to nie jest co prawda jakieś miarodajne źródło, ale niektórzy ludzie 10 kwietnie przechodzili samych siebie. Mówią oczywiście o tych, których mam w znajomych lub też nie, ale zaglądam co jakiś czas. Niby Smoleńsk nic ich nie obchodzi, ale statusik w stylu "smoleński rzyg" lub "ja już "Jarek przestał mnie już wkurwiać - ja się Jarka zaczynam bać..." musi być. A jak się nie wpiszesz w ich tok myślenia, toś mocher i dziad.

Może za jakiś czas kopnie w kalendarz jakiś znany piosenkach lub aktor, to będą mogli lamentować nad czymś innym.
Dlatego gardzę wirtualnymi kontaktami niemiędzyludzkimi i przyjaźnią przez światłowody na "fejsie". Poziom głupoty i mizerii, które osiąga to miejsce sprawia ze ciesze, ze nigdy nie miałem, nie mam i nie będę miał tam konta.


Jeśli chodzi o moje zdanie o ostatnich wydarzeniach:

1. Rocznica katastrofy:

Abstrahując od medialnego zakłamania w zakresie liczby uczestników, czy skali obchodów - bo chyba nikt (poza totalnymi ignorantami - najłagodniejszy eufemizm dla nazwania tej grupy) nie wierzy w prawdy objawione serwowane przez TVN.

W pełni utożsamiam się z tekstem Mazurka...
Więcej nie pójdę przed pałac


Smoleńscy wariaci i zdrajcy się nie dogadają. Mogą się tylko obrażać. I przyznać trzeba, idzie im świetnie - pisze publicysta „Rzeczpospolitej".

Byłem pod pałacem prezydenckim z rodziną i z dziećmi tak jak wielokrotnie chodziłem dwa lata temu i tak jak poszedłem rok temu, w rocznicę. Więcej nie pójdę. Żółte tulipany od moich córek dla pani Marii i tak po kilku godzinach zgarnęli śmieciarze od Hanny Gronkiewicz-Waltz, a moją żałobę postanowił politycznie zagospodarować Jarosław Kaczyński. Dziękuję, lekcję odebrałem, więcej nabrać się nie dam.

Nie zdzierżyłem

Wiem, nigdy nie ma dobrego czasu - i piszę to całkiem serio - by skrytykować towarzystwo z Krakowskiego Przedmieścia, Solidarnych 2010, obrońców krzyża i uczestników kolejnych miesięcznic. Zawsze mają pod górkę wyszydzani w wielonakładowej prasie, okpiwani przez dyżurnych telewizyjnych trefnisiów, pogardzani. Wariaci, paranoicy, smoleńska sekta, mohery - zawsze słabsi, pozbawieni głosu, skarykaturyzowani.

Jak z nimi polemizować, by nie przyłączyć się do chóru tych wszystkich, z którymi mi nie po drodze? Bo, mówiąc szczerze i dobitnie, w sumie wolę z babcią spod krzyża zgubić niż z mądralą z TVN znaleźć. Ale tym razem i ja nie zdzierżyłem.

Najpierw jednak gorzkie wyjaśnienie. Otóż do braku klasy - i jest to określenie najdelikatniejsze - obecnej władzy zdołałem się już przyzwyczaić. Gdy prezydent mojego kraju wysyła wieczorem, w przeddzień katastrofy swego ministra, by ukradkiem jak intruz złożył wieniec przed tablicą „upamiętniającą upamiętnienie", to bezradnie rozkładam ręce. Gdy premier i ministrowie na chybcika, w milczeniu, bez słów, bez chwili refleksji składają swe wieńce na mogiłach części ofiar, byle szybciej, byle mieć to za sobą, to cóż można powiedzieć? Że premierowi się śpieszyło? W taki dzień? Nie miał nic do powiedzenia? Że najważniejszą osobą podczas całej tej ceremonii i skądinąd jedyną, która zachowała się jak należy, był trębacz?

Jak to dobrze, że rząd ma jeszcze jakichś biskupów, z którymi na co dzień toczy wojenki, ale w takich chwilach się przydają, prawda? Oni zawsze odprawią mszę, powiedzą kilka słów, później wytłumaczą wiadomej gazecie, że nie chodziło im, broń Boże, o politykę, i załatwione. Godzinka i już, upamiętnienie dokonane, dostojnik może wracać do pracy. Po czymś takim prezydent jak zwykle jest dumny z siebie i z państwa, które - jak zawsze - zdaje egzamin. Ja pozostaję zażenowany.

Nie namawiam do amnezji

Powie ktoś: czego chcesz? Żądasz, by najważniejsi ludzie w państwie zamienili się tego dnia w korowód oszalałych żałobników? Nie, ale wiem, że można inaczej. Można jak Marek Belka, który wobec swego poprzednika ś.p. Sławomira Skrzypka wykonał dziesiątki gestów, który niewielkie Muzeum Pieniądza potrafił nazwać jego imieniem, który wreszcie zatroszczył się o jego rodzinę. I nie chodzi tylko o wsparcie materialne, a o zwykłą pamięć, kilka serdecznych gestów.

Można jak Tomasz Siemoniak, ot po prostu nazwać dwie sale w MON na cześć Aleksandra Szczygły i Jerzego Szmajdzińskiego, pójść na mszę w intencji gen. Błasika, nawet jeśli na tej samej mszy będzie Macierewicz, a wdowa powie kilka gorzkich słów pod adresem polskiego państwa. Wiele? Chyba nie. Siemoniak zachował się po prostu zwyczajnie, jak przyzwoity człowiek, nie zrobił niczego niezwykłego. Ale już samo to w tych absurdalnie agresywnych czasach jest niezwykłe i godne szacunku.

Można wreszcie jak inny minister Bogdan Zdrojewski polecieć do Smoleńska i po prostu się nie skompromitować. Nie tłumaczyć na każdym kroku Rosjan, nie zapewniać, że wszystko jest świetnie, ale spokojnie, bez politycznej zapiekłości i nienawiści oddać tego dnia cześć umarłym, poległym czy jakkolwiek nazwiemy ofiary tej katastrofy.

Czy Belce coś od tego gestu ubyło? Czy Siemoniak i Zdrojewski stali się przez to mniej platformerscy? Knują z PiS? Nie. Po prostu rozumieją, iż są sprawy znacznie ważniejsze niż codzienna szarpanina dwóch partii. Szkoda, straszna szkoda i żal, że nie potrafi tego zrozumieć prezydent, że nie postawi uczciwej tablicy i nie złoży w biały dzień pod nią kwiatów. Przykre, że Donald Tusk nie zdobędzie się na kilka prostych słów. Smutne wreszcie, że Hanna Gronkiewicz-Waltz nie zaproponuje miejsca na pomnik ofiar, a prezydent Gdańska Paweł Adamowicz nie odsłoni uroczyście jakiejś alei Anny Walentynowicz, skoro znalazł miejsce na ulicę Havla.

I tylko rodzi się pytanie: dlaczego tak się dzieje? Może już zapomnieli, że w Smoleńsku zginęli także ich koledzy: Rybicki, Karpiniuk (na jego grób choć pojechał Schetyna), Dolniak? Może się boją, że rozpamiętywanie tego da tylko polityczne paliwo PiS? Tak czy owak fatalnie to wygląda, panowie. Wiem, bardzo wiele złego się już zdarzyło i co się stało, to się nie odstanie. Nie namawiam nawet do amnezji i sztucznego wybaczenia sobie wszystkiego. Tak się po prostu zastanawiam, czy musimy w to wszystko brnąć?

Nie jestem paniczykiem

Ale jako się rzekło, mnie rządzący nawet specjalnie nie zdziwili. Tak jak nie zdziwili mnie PSL-owcy, którzy umieścili na YouTubie film upamiętniający wszystkie ofiary smoleńskiej tragedii. Dokładnie wszystkie trzy ofiary tragedii związane z PSL. Mnie rozczarowali organizatorzy spotkania pod Pałacem Prezydenckim. Czy dlatego, że od nich wymagałem więcej? Może trochę, ale przede wszystkim dlatego, że przez wiele dni to politycy PiS w każdym programie telewizyjnym zapraszali warszawiaków, by przyszli oddać hołd prezydenckiej parze, by przyszli na żałobne wspomnienie.

Przyszedłem. Jeszcze tego samego dnia rano kpiłem z „Gazety Wyborczej", która z góry wiedziała, że pod Pałacem będzie „wiec sympatyków PiS". Okazało się, że to oni mieli rację, nie ja. Można się oczywiście spierać, czy bardziej był to wiec partyjny, czy spotkanie promocyjne „Gazety Polskiej", ale spór to trzeciorzędny, bo obie te strony żyły w pełnej symbiozie.

Nie, drodzy państwo, na spotkaniu w rocznicę śmierci nie przynosi się szubienic na plakatach, transparentów i „głów zdrajcy" w ruskiej czapce. Tak jak wy nie chcecie być wariatami i pogardzanymi oszołomami, tak oni też nie chcą być zdrajcami i renegatami. Nie przekonałem was? No i dobrze, myślcie sobie co chcecie, a nawet wyrażajcie to sobie, jak chcecie, ale na Boga, nie tego dnia, nie w tym miejscu!

Dlaczego? Bo, zrozumcie, na żałobnym spotkaniu nie śpiewa się „Sto lat"! Bo zginął Lech, skąd więc skandowanie „Jarosław, Jarosław! "? Bo w rocznicę śmierci przychodzi się złożyć kwiaty, pomodlić, a nie szydzić z nielubianych dziennikarzy i pozdrawiać ich „Zdrastwujtie" przy rechocie gawiedzi. Bo, skoro przychodzimy upamiętnić ofiary katastrofy, to po prostu nie na miejscu są słowa o upadających stoczniach, szalejącej drożyźnie i niepolskiej polityce zagranicznej. Nawet jeśli słuszne i jeśli wypowiada je brat zmarłego.

Nie, nie jestem salonowym paniczykiem i wiem co to wiec oraz jaka jest jego logika, jaka tam dominuje poetyka. Jak ktoś chce intelektualnej debaty, wybiera się do klubu dyskusyjnego, a nie na wiec. Zgoda, ale jak ktoś chce po prostu chwili zadumy i żałoby tego właśnie dnia? Czy nie to mi obiecywaliście pod Pałacem?

Nie tworzę symetrii

Żeby było jasne, ja nie widziałem tam niczego strasznego, nie słyszałem jakichś szczególnie brutalnych czy haniebnych okrzyków - ot partyjna demonstracja jakich wiele, nie to mi doskwiera. Tylko że to miała być rocznica śmierci, nie wiec. Żałoba, nie polityczna fiesta. Smutek i żal, nie chęć zemsty.

I jeszcze jedno, tak na koniec. Nie buduję na siłę fałszywej symetrii: po jednej stronie pozbawione klasy i zrozumienia państwowej powagi władze, po drugiej gniewny tłum. Albo, jeśli chcecie tego języka, po jednej paranoicy i wariaci, po drugiej zdrajcy, renegaci. Nie tworzę tej symetrii, bo nie mam przekonania, że podział ów jest właśnie symetryczny, czyli że winy obu stron rozdzielić należy po równo. Nie ukrywam, że sercem jestem na Krakowskim Przedmieściu, ale nie mam zamiaru nikogo przekonywać, że bardziej zawinili zdrajcy, tudzież, że gorsi są wariaci.

Czasem tylko mam ochotę was, zajętych okładaniem się pałami, spytać czy na pewno wiecie co stało się 10 kwietnia 2010 roku? I czy aby o pamięć wam chodzi?
To była zupełnie inna atmosfer niż rok temu gdy organizacja zajmowali się ludzie związani z kancelaria Lecha Kaczyńskiego. Rok temu było godnie, z klasa i co ważne kwestia absolutnie najistotniejsza było uczczenie pamięci, a nie polityczna agitacja.

W tym roku cóż... wiele razy bylem mocno zażenowany. Jeśli ktoś prosi o szczegóły to proszę bardzo: fetowanie pragmatycznego zakonnika z Torunia (czy ktoś pamięta co on i jego ludzie mówili o prezydencie, w jakich słowach wyrażał się o pani Marii Kaczyńskiej?!), przedukując rola Sakiewicza, młodzież z klubu GP, której zachowania nie skomentuje, wyświetlanie na telebimach osób związanych z PISem godnie i z honorami inne osoby po 5 na slajdzie i tyle. Przemówienia Kaczyńskiego - nie skomentuje, bo szkoda slow :?

Wiele osób od lat uczestniczących w patriotycznych demonstracjach w Warszawie (i nie tylko) jak również osoby z kręgu "patriotycznej Legii" podzielają moje zdanie. Jedno jest pewne w przyszłym roku rocznice katastrofy lepiej będzie uczcić w zaciszu prywatnej pamięci, taka forma publicznych obchodów, to wstyd.

2. Afera z Sejmu:
Pohańbieni i zdrajcy

Konflikt Tuska z Kaczyńskim jest na rękę Moskwie. Przyjęcie przez Sejm uchwały w sprawie wraku byłoby dla Putina kłopotem. PiS jednak dopisał do niej zdanie nie do przyjęcia przez PO i zaprosił ją do awantury. Tusk zaproszenie przyjął.

Gdyby Rosja była normalnym krajem, zaś Moskowskoje Nowosti zwykłą gazetą, w ogóle nie warto by było się zajmować czwartkową publikacją tego pisma, dotyczącą przecieku z trybunału w Strasburgu. O tym, jaki będzie wyrok w sprawie rodziny katyńskie kontra Federacja Rosyjska dowiemy się w poniedziałek o godzinie 11.00. Ale nie o sam wyrok tu chodzi. Idzie raczej o to, że ściśle związana z Kremlem gazeta uważa za stosowne napisać, że z pewnością dzisiejsza Rosja nie ma nic wspólnego z katyńską zbrodnią.

Taka interpretacja jest o tyle ważna, że zwalniałaby obecne władze w Moskwie z obowiązku toczenia śledztwa w tej sprawie, ujawniania Polakom akt sprawy i do końca wyjaśnienia sprawy zamordowania polskiej elity. Publikację Nowosti można więc traktować jako akt polityczny i nad tym właśnie warto się zastanowić.

Dlaczego? Bo w Rosji jest już po wyborach prezydenckich, w których zdecydowano, że głową państwa znów będzie Władimir Putin. „Przykręcanie śruby" najczęściej odbywa się przed wyborami, a nie po nich. To w czasie kampanii Putin wysyłał zawsze sygnały do najtwardszego elektoratu, grożąc rakietami, wadząc się z NATO, pokazując się jako twardy polityk. Z jakiegoś jednak powodu, ktoś w Moskwie uznał, że teraz, gdy sytuacja polityczna znów jest w Rosji stabilna, trzeba właśnie przykręcać śrubę, stosować starą rosyjską zasadę nieprzyznawania się do czegokolwiek (czy będzie to zatonięcie okrętu atomowego, zamach terrorystyczny, sprawa stalinowskich czystek, czy chaosu na smoleńskim lotnisku). Jeszcze trzy tygodnie temu szef MSZ Radosław Sikorski mówił w swym przemówieniu: „Mamy nadzieję, że nowy prezydent Rosji nada swemu krajowi impuls modernizacyjny, zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwa. Niezmiennie działać będziemy na rzecz pojednania polsko-rosyjskiego". Piękny prezent rosyjskich władz dla polskich.

Ale wróćmy do sprawy, bo jest ona o tyle ciekawa, że w ciągu ostatnich dwóch lat, gdy część rosyjskich elit przeżyła szok w wyniku katastrofy smoleńskiej, wiele razy mówiło się o przełomach w relacjach na linii Warszawa-Moskwa. W Rosyjskiej telewizji puszczono „Katyń" Wajdy, liberałowie zaś przeforsowali w Dumie uchwałę potępiającą mord polskich oficerów. Polskie władze i politycy Platformy Obywatelskiej mówili o przełomie i coraz lepszych relacjach. Jednak dziś widać ile warte były te relacje i gadanie o „pojednaniu". Rosjanie po raz kolejny odmówili przekazania akt katyńskich, zasłaniając się ich tajnością. W odpowiedzi do Strasburga moskiewski resort sprawiedliwości pisał o „wydarzeniach katyńskich" i twardo utrzymywał, że Rosja nie ma z tą sprawą nic wspólnego. Teraz zaś widać wyraźnie, że Moskwa przygotowuje propagandowy grunt przed ostatecznym orzeczeniem trybunału w tej sprawie. Odwilż? Nie bądźmy naiwni. Jednak jest tu wiele wątków, których nie należy mieszać. Po pierwsze Rosjanie zachowywaliby się w ten sam sposób bez względu na to, kto rządzi polską. Wypowiedzi PO, o tym, że ich relacje są szczególnie lepsze, lub że PiS-owskie były szczególnie złe to bajki dla dzieci. Bo to Rosja jest partnerem silniejszym i równo wobec wszystkich rządów stosują tą samą strategię, choć miewa różną taktykę.

I tu przechodzimy do obecnych władz, a ściślej wielkiej naiwności Platformy. Z powodów wewnętrznej propagandy PO lubiła pokazywać, że to ona przyczyniła się do ocieplenia relacji. Odtrąbiła sukces gdy Rosjanie niespodziewanie cofnęli zakaz importu polskiego mięsa (tak samo jak niespodziewanie i bez powodu go wprowadziła). Było to wszystko tak naiwne, że aż dziw, że spora część opinii publicznej to kupowała. Sama sprawa katyńska (abstrahując nawet od Smoleńska) była klęską polityki wschodniej Platformy – Rosjanie wykonali dwa miłe gesty, kilkanaście wrogich, a w meritum nic się nie zmieniło: jak nie pokazali akt śledztwa w tej sprawie, tak nie znamy ich do dziś. W przeciwieństwie zaś do Smoleńska, sprawa Katynia jest wyłącznie historyczna i ustępstwa w tej sprawie, poza prestiżem, nie kosztowałyby Rosję nic. Ale widać nie uważają, że powinni nadwyrężać swój prestiż w celu poprawy wzajemnych relacji. Bo niby po co. Nasi politycy przeciwnie: poprawę wzajemnych relacji uznali za cel sam w sobie i gotowi byli na daleko idące ustępstwa w tej sprawie. Pytanie, kto na tym lepiej wyszedł. Sprawa ma jeszcze czwarty poziom, ale o nim na końcu tego tekstu.

Relacja polsko rosyjskie były też przedmiotem piątkowej „debaty" w Sejmie. Sam narzekałem, że rząd i Platforma milczą w sprawie 2. rocznicy katastrofy smoleńskiej, ale jak usłyszałem premiera, przestałem żałować od razu. Premier, który oskarżył opozycję o to, że za plecami rządu pisze listy do Moskwy próbował dokonać narracyjnej wolty. Dotychczas to PiS oskarżał, albo sugerował, że to Platforma jest odpowiedzialna za katastrofę smoleńską, że w niejasny sposób dogadywała się z Rosjanami w tej sprawie. Słowo spisek i zdrada co jakiś czas padało w dyskursie prawej strony w odniesieniu do działań Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego. PO wobec tych zarzutów była absolutnie bezradna, albo je ignorowała, albo zbywała z poczuciem wyższości. W piątek jednak Tusk postanowił zmienić taktykę: rozpoczął akcję wmawiania Polakom, że jeśli ktoś tu jest zdrajcą, to właśnie PiS. „Takie działania w historii nazywano zdradą narodową" - wykrzyknął w pewnym momencie odnosząc się do projektu uchwały w sprawie zwrotu przez Rosję wraku Tu-154 M. Przyznał się przy okazji do klęski swej polityki wschodniej mówiąc, jak „trudnym partnerem" jest Moskwa. W łagodnym na ogół języku Tuska takie słowa oznaczają: nasze relacje są fatalne.

Ale wizerunkowo zabieg był prosty: to nas ciągle atakują, oskarżają o zdradę narodową, nas obarczają winą, a tymczasem, kochani rodacy, to PiS zachowuje się jak Targowica, za plecami legalne rządu pisze „adresy do Cara". Choć taktyka Tuska szyta jest grubymi nićmi, z pewnością znaczna część opinii publicznej ją kupi. III RP wszak jest krajem, w której najczęściej ci, którzy oskarżali innych o zbrodnie, sami je właśnie – zgodnie z zasadą: „jak kradniesz krzycz głośno >>trzymaj złodzieja<<" – popełniali. Zwolenników oczyszczenia państwa z pozostałości PRL, by państwo mogło być nowoczesne nazywano wstecznikami żyjącymi przeszłością, tych, którzy chcieli sprawić, żeby demokracja przestała być fasadowa, lecz by podstawowe decyzje zapadały w rządzie, nie zaś w ciałach nieformalnych nazywano zagrożeniem dla demokracji itp. itd.

Z pewnością jednak oskarżenie przeciwników o zdradę narodową jest teraz Platformie bardzo potrzebne. Nie wszystko idzie tak jakby chcieli, w sprawie smoleńskiej pojawiło się sporo kłopotliwych dla rządu wątków (nie chodzi o zamach, lecz raczej bierność po tym, jak już do katastrofy doszło, choćby w sprawie odpowiedzi na raport MAK, sprawę generała Błasika, odzyskania wraku Tupolewa itp.). Polaryzacja na linii PO-PiS jest więc wizerunkowo rządowi bardzo potrzebna. Tusk więc postanowił siebie ustawić w roli ofiary, swoje błędy na linii Warszawa-Moskwa, o których pisałem wyżej, przedstawić jako element spisku opozycji z Kremlem. I powtarzam, choć wydaje się to absurdalne, z pewnością zadziała. Wszak po upublicznieniu raportu MAK część polityków PO mówiła o tym, że rosyjski komitet postanowił wesprzeć Polską opozycję.

Paradoks polega jednak na tym, że w oskarżeniach Donalda Tuska tkwi ziarno prawdy. Dlaczego? Bo jednego jestem pewien: Rosji zależy na tym, by w Polsce trwał konflikt. Gdyby PiS i PO w sprawach rosyjskich jednym głosem, dla Moskwy sytuacja byłaby znacznie trudniejsza. Dlatego więc Kreml podsyła raz piłkę rządowi, raz opozycji i grając świetnie emocjami nad Wisłą zapewnia sobie święty spokój. W sposób funkcjonalny zarówno PiS jak i PO są w spisku z „Carem", ponieważ dobrze realizują pisany przez niego scenariusz.

Jarosław Kaczyński który po wystąpieniu Tusk zapisał go na listę polskiej hańby (piękny parlamentarny dyskurs: zdrajcy vs. pohańbieni) też Rosji wyświadczył przysługę. W jaki sposób? Pisząc w uchwale w sprawie – do tego zdania odnosił się właśnie Donald Tusk – zwrotu wraku Tupolewa, że Sejm apeluje do władz Rosji z powodu nieudolności polskiego rządu. W sposób oczywisty taki zapis sprawił, że uchwały nie mogła poprzeć Platforma.

Platforma, której ważni politycy od dłuższego czasu narzekają, że Rosjanie nie chcą nam oddać wraku uchwałę w innym brzmieniu by poparła, podobnie jak PSL. A rząd dysponując taką uchwałą i poparciem całego Sejmu łącznie z opozycją, mógłby w sprawie wraku wywrzeć na Moskwę większy nacisk. Najwyraźniej jednak partii Kaczyńskiego nie zależało na tym, by uchwała przeszła i by wrak do Polski wrócił, lecz by wywołać awanturę. A Platforma zaproszenie do awantury przyjęła. Pytanie, czy nie jest to czasem wymarzony na Kremlu scenariusz pozostawiam inteligencji P.T. Czytelników.
http://www.rp.pl/artykul/860065.html?p=1

Znowu posiłkuję sie tekstem, ale podobnie jak poprzedni przywołany artykuł również i ten w bardzo wysokim stopniu oddaje moje zdanie w tym akurat temacie.

3. Obecna sytuacja w PiS:

Uważam za sabotaż i działanie na własna szkodę całkowite upartyjnienie Smoleńska i jednoczesne niemal całkowite opuszczenie innych kwestii takich jak gospodarka, polityka społeczna, podupadająca infrastruktura, dosłowna likwidacja "Polskie Powiatowej". Jest to absurd, ze jedyna partia rzeczywiscie opozycyjna (wesołą gromadkę Palikota pozostawmy takim fanatykom jak Chłopaczek, wątpię czy jakiś racjonalny analityk wierzy choćby w promil opozycyjności tej grupy interesów zwanej RP Palikota. Nie ważne czy Polska będzie bogata, czy biedna ważne żeby była antyklerykalna :lol: ) - rezygnuje z punktowania nieudolności rządu i patrzenia władzy na ręce, podczas gdy sytuacja Polski w każdym aspekcie szybko się pogarsza i groźba wręcz cywilizacyjne zapaści jest niezwykle realna.

PIS posłusznie robi to co media (TVN, GW itd.) jej przyklejały od momentu kampanii do wyborów prezydenckich. Swoimi działaniami w sprawie obchodów katastrofy i ostatnia nieprzemyślaną i niestrategiczna awantura w Sejmie - dala na kilka ładnych miesięcy paliwo swoim medialnym oprawcom. PiS, jego kierownictwo czyli de facto Jarosław zadaje sobie sprawę z tego, ze w mediach głównego nurtu nie ma przyjaciół raczej zajadłych wrogów - czemu daje im łatwą sposobność do oblewani pomyjami, do zaganiania w narożnik z którego ciężko zdobyć szersze poparcie społeczne i prawicowo-centrowy elektorat?

Jeśli ktoś z panu zna genezę takiego stanowiska - proszę mnie oświecić...

Przecież Kaczyński, to stary polityczny wyjadacz, polityk na zimo kalkulujący. Czyżby stawiał na ślepy los w ruletce o którym tak często i właściwie rzeczowo pisze Ziemkiewicz tym razem było wiodącym elementem jego strategii.

Chyba tak - ja w każdym razie uważam tego rodzaju działania, za kardynalny błąd. Jeszcze rok temu, gdy z PiS bratało się wielu naukowców, inteligenckich środowisk społecznych, ośrodków myśli politycznej/eksperckich, gdy nawiązywano współpracę z np. Fundacja Republikańską (której działalność bardzo szanuje) - była nadzieja na choćby w części rzeczowa i merytoryczna. PiS nigdy nie był i nie będzie moja partia... ale była jakaś, drobna, bo drobna nadzieja.

Teraz gdy widzę, ze osoby pokroju Pani Gosiewskiej (z całym szacunkiem oczywiście, ale wystąpienie pod ambasada Federacji Rosyjskiej - było najgorsze jakie w życiu słyszałem) Sakiewicz, gówniarze z żelem na włosach z klubu GP wydaj się awangarda PiSu.

Juz podczas grudniowych demonstracji pod domem Jaruzela (gdy środowisko "nowego ekranu" organizowało alternatywne protesty i wprowadzało niepotrzebny zamęt) czułem, ze coś jest nie tak.

Obchody dnia Żołnierzy Wyklętych potwierdziły moje przypuszczenia. Tam gdzie rok temu nie było nikogo oprócz "NaS" :wink: w tym roku klub GP z lalusiowata prezes zrobił chucpę. Następnym razem trzeb będzie z młodymi od Sakiewicza porozmawiać po kibolsku tzn. metoda klapsów w dziąsło - najwyżej poskarżą się do GW :wink:

Kończąc już, bo strasznie się rozpisałem. Chciałbym ze strony PiSu więcej politycznej rozwagi, rozsądnej kalkulacji. Wiem, ze to zimny pragmatyzm i ciężko go zastosować w takiej sprawie jak Katastrofa Smoleńska ( tym bardziej z uwagi na nieudolność rządu, butę Rosjan i stratę bliskich) ale w polityce emocje nie zawsze to najlepszy doradca :)

Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”