Re: Ogólna dyskusja o polityce

Awatar użytkownika
franz
Ki(L)gore Trout
Posty: 3855
Rejestracja: 15 paź 2006, 16:58
Reputacja: 100
Lokalizacja: Miasto Kanibali

Re: Ogólna dyskusja o polityce

Post autor: franz » 17 kwie 2012, 8:22

Kamil232 pisze:No więc cóż to by było tyle, dzięki za fajną dyskusje
Również dziękuję :) :beer:
Kamil232 pisze:Różnimy się nieco w odbiorze środowiska wokoło Gazety Polskiej
Podsumowanie dopisane przez życie (a konkretnie Waldemara Łysiaka w najnowszym Uważam Rze :wink: )
Waldemar Łysiak, pisarz i publicysta odpowiada „Gazecie Polskiej” na ataki na „Uważam Rze”. Pozwolę sobie przedrukować tekst „Uważam Rze” w całości. Ze względu na jego wartość oraz pozycję i prestiż autora słów.

"Dołoj gramotnyje!"

Nigdy nie byłem lokajem, poczułem się więc dotknięty, gdy sotrudnik „Gazety Polskiej”, W. Wencel w ramach jednostronnej chuligańskiej wojny, jaką ta gazeta toczy z „Uważam Rze”, przezwał publicystów „Uważam Rze” „lokajami” dodając jeszcze kilka innych epitetów („publicyści przedpokoju”, „przemądrzali”, itp.) oraz szczując czytelników twierdzeniem, że „Lisicki i jego lokaje traktują 'zwykłych' Polaków z pogardą”. Zaszokowany przecierałem oczy, bo wydawało mi się, że ten poziom świństwa i łgarstwa jest specjalnością li tylko mediów Salonu.
Wencel to podobno poeta i podobno niezbyt wysokich lotów. Z pewnością natomiast jest to bezwstydny impertynent. Osobnicy tego rodzaju mają to do siebie, że na swe upośledzenia i kompleksy reagują wrzaskiem przeciwko ludziom, z którymi ich słabość została skonfrontowana. Miotają wówczas epitety, plują furiacko, zero klasy – ten typ tak ma. Trudno go nawet określić, jako złośliwca, bo stara mądrość mówi, że „człowiek złośliwy jest lepszy, niż głupiec, bo złośliwiec czasami odpoczywa”. I trudno zwać go tubą samodzielną – ciskając błoto w kierunku „Uważam Rze” miał zgodę, by dołączyć do tych żurnalistów „GP”, którzy ze zwalczania antysalonowego sojusznika uczynili sobie wręcz rację bytu.
Salon od dawna przezywa całe środowisko „GB” „sektą”, czasami wzbogacają ten epitet o przymiotnik („obłąkana sekta”). Nie jest to prawda. Środowisko „Gazety Polskiej”, jej czytelnicy i kluby to grono patriotów, ludzie kochający Ojczyznę. „Sektą obłąkańców” jest natomiast sama „GP” (plus satelickie „Codzienna” i „Niezależna”), ale z zupełnie innego powodu, niż głosi Salon.
Według salonowców „GP” dostała szmergla wskutek katastrofy smoleńskiej, rozpętała więc szaleństwo tropienia spisków, organizowania płonących marszów, demonstrowania wokół krzyża przedpałacowego, itp. Tymczasem wszystko to są objawy troski patriotycznej, godnej szacunku.
Intensyfikowanie „śledztwa smoleńskiego” jest konieczne, bo władze ruskie i polskie okłamują społeczeństwo, a ta tragedia bezwzględnie wymaga odsłonięcia prawdy. Adorowanie i bronienie krzyża jest świętą powinnością katolików, kiedy Salon robi wszystko, by wyrugować krzyż z przestrzeni państwowej i społecznej. Tu nie ma więc żadnego obłędu – jest tylko patriotyzm i religijność. Obłęd jest w czymś innym: we wszczętej i zaciekle kontynuowanej wojnie „Gazety Polskiej” przeciwko antysalonowym sojusznikom – w głupawym monopolizowaniu swojego prawa do bycia adwersarzem Salonu, lewicy, Platformy, bezpieki, itd. Pod tym względem Sakiewicz & His Boys (czy raczej Toys) to istotnie „sekta obłąkańców” - uznali, ze tylko im wolno boksować się z Salonem, tylko im wolno lansować patriotyzm, każdemu innemu wara, nie dopuszczają konkurencji. Stają się przez to także sektą komicznych figur, bo wymyślili hasło: „strefa wolnego słowa”, lecz chcąc wpuszczać do9 tej strefy jedynie „samych swoich” a innym prawicowcom/antysalonowcom/konserwatystom zakładać kneble – robią pośmiewisko z własnego credo i siebie samych.
Gdy tylko wystartował „Uważam Rze” i sprzedawalnością przeskoczył „Gazetę Polską” (od razu), Sakiewicz and company dostali białej gorączki i piany. Z łamów "GP" padł wobec dziennikarzy „Uważam Rze” bluzg: „hieny”, zaś wobec samego tygodnika nonsens: „podróba 'Gazety Polskiej'”. Kilka miesięcy później „Uważam Rze” zmienił nazwę właściciela i wtedy Sakiewiczowcy zaczęli wyrażać krokodyle współczucie, podszyte Schadenfreude, a nawet oferować publicystom „Uważam Rze” występy w GP. Kiedy jednak – wbrew oczekiwaniom Sakiewiczowców - „Uważam Rze” nie tylko nie zostało skasowane, lecz choćby o milimetr nie zmieniło swego antysalonowego kursu, paczka Sakiewicza trysnęła furią. Co trwa do dziś.
Jest to nienawiść tak brutalna, tak chamska i tak wstrętna (bo rozbijacka), że przy niej niechęć wobec „Uważam Rze” ze strony Radków, Donków, Bronków, Urbanów i Michników, to łagodna forma wrogości. Czysty obłęd, a może pragmatyzm leninowski. Lenin uczył, iż dla lewicowca wszelkie prawicowe, czy centrowe opozycje są niegroźne – realnie groźna formacja to ta bliska ideowo, też lewicowa. Analogicznie rozumują „GP”-owcy: flekują mniemanego wroga wewnętrznego (z tej samej strony barykady) zajadlej, niźli zewnętrznego, stosując wobec „Uważam Rze” stare, bolszewickie hasło: „Dołoj gramotnyje!”.
Dlaczego to robią? Kolejna stara mądrość mówi, że „gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze”. Sukces „Uważam Rze”, które sprzedaje dwa lub trzy razy więcej egzemplarzy, niż „Gazeta Polska” budzi jej permanentną wściekłość. Ale, czy tylko o to chodzi? W kraju rządzonym „z tylnego siedzenia” przez WSI, prowokacje typu azefowskiego są na porządku dziennym, nie można więc wykluczyć, iż wbijanie klina między antysalonowe (antyreżimowe) media to robota ukartowana i realizowana premedytacyjnie łapami agentów sabotażystów. Jeżeli wszakrze tacy liczą, że rozpętają samoeskalujące się piekło, to się mylą, przynajmniej co do „Uważam Rze” - nie będziemy się, rewanżując się za „lokajów Lisieckiego”, zwać ludzi „GP” „pajacami Sakiewicza”, by tamci odwinęli jeszcze mocniej, dają pretekst do dalszego windowania razów, aż ten korkociąg epitetów stanie się wirem wciągającym całą naszą stronę barykady w kaumnijne gówno, ku uciesze Salonu i „mainstreamowych” mediów. Nie – to nie nasze metody. I radzimy ludziom „GP”, by zaprzestali ich stosowania, czyli fundowania satysfakcji naszym wspólnym wrogom. Wejrzyjcie baczniej we własne środowisko, zlustrujcie swoje podwórko, może wówczas przestaniecie „wspólne kolędować” (Wigilia 2011) z takimi typami jak „profesor” Józef Szaniawski, któremu nie raz wytykano pracę dla SB!
Puentą mego apelu niech będzie fragment dokumentu, który się zachował w zbiorach Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Jest to tekst przemówienia SS-Oberfuhrera Bierkampa, dowódcy Sipo i SD na terenach Generalnego Gubernatorstwa, czyli pod okupacją hitlerowską. Walter Bierkamp radził gronu kolegów: „- Dajmy Polakom zwalczać się wzajemnie. Nie ma lepszej metody. Wskutek przyczyn politycznych sami eliminują spośród siebie tyle ważnych dla konspiracji figur, ile my nigdy nie moglibyśmy wytłuc, bo brak nam środków i sił na to!”.

Paniatno, towariszczi?


Waldemar Łysiak
przedruk za „Uważam Rze”
+

Mazurek:
Wróżono mojej osobie wielką karierę na Czerskiej albo w innym TVN i akurat wtedy, zamiast skorzystać, musiałem wyjechać do Gruzji. Co za pech!

To, że mój tekst „Nie pójdę więcej pod Pałac” wywoła żywiołowy zachwyt skromnych zasobów obozu niepodległościowego, przewidziałem. Jak donoszą przyjaciele, wzięła mnie w obroty choćby pewna diwa trzeciego obiegu i piątej klepki, jazgotliwa starsza pani, prawicowa odpowiedniczka Waldemara Kuczyńskiego oraz całkiem liczne grono blogerów, których niestety nie kojarzę.

Wszystkich ich informuję, że mój pisk z przedpokoju został zauważony, a transfer do „Krytyki Politycznej” jest w toku. Podobno „Rzeczpospolita” ma za mnie dostać Cezarego Michalskiego i tuzin długopisów.

Ciekawszy jednak i cokolwiek zdumiewający był zachwyt sporej części salonu. Widocznie przeczytał on tylko drugą część mojego artykułu, co przyjmuję ze zrozumieniem, bo trudna sztuka literacji jest w odwrocie. Ale dobrze się stało, bo nigdy przedtem (i zapewne nigdy potem) nie byłem tak fetowany.

Co prawda Kuczyński przestrzegał przed przyjmowaniem mnie w swoje szeregi (panie Waldemarze, bez obaw, pańska pozycja szalonego plwacza jest niezagrożona), ale portal Lisa, w chwili wolnej od promocji orlenowskich parówek, uznał mój tekst za obiecujący. Zaproszono mnie do TVN, chciał ze mną rozmawiać „Newsweek”, docenił ks. Sowa, gratulacje przesłał Zbigniew Hołdys, dzwonił Marcin Meller…

Ech, wszystkim wam szczerze dziękuję (i z serca spod Kaukazu błogosławię), ale zagubiona owieczka jest jednak starym, upartym baranem, gestu wyciągniętej ręki docenić nie potrafi.

Najbardziej wzruszył mnie jednak Seweryn Blumsztajn, człowiek, który już od jakiegoś czasu nie rodzi, za to nieustannie, no mniejsza z tym, co on nieustannie robi. Otóż odkrył on nagle, „że obaj jesteśmy ludźmi”. Połechtany niezwykłym awansem gatunkowym zrozumiałem, że prawdziwy homo sapiens (z certyfikatem Blumsztajna) musi krytykować pisowską tłuszczę i jej odrażającego wodza.

Ale nadal nie łapię, kiedy człowieczeństwo zamiera? Już wtedy, gdy krytykuje się arbitra elegancji z plastikowym fiutkiem w dłoni, czy dopiero gdy podaje się w wątpliwość kult słońca? Słońca Peru rzecz jasna.

I, panie Sewerynie, czy jak za rok pojadę na mszę na Wawel, to nadal będę choć typem człekokształtnym?
Chlopaczek pisze:A jak u Ciebie Franz? Wciaz wspierasz JKM?
Jeśli dobrze pamiętam to nigdy na niego nie glosowałem, ale śmieszny z niego człowiek i napiłby się z nim wódki. :wink:
Chlopaczek pisze:Nastepnym razem jednak jak uzywasz mojego nicka to odnos sie do tego co napisalem nie przez jakies kombinacje norweskie po cytatach z innych userow. Szczegolnie ze dawno ze soba na forum nie dyskutowalismy wiec utraciles punkt odniesienia do mojej osoby. Takie prawo w tematach politycznych ma wylacznie Kamil
Spoko oko :)

Pozdro fanatyku! :wink:

PS: Modzi - skasujcie reszte (jakies problemy techniczne wystapily)
Ostatnio zmieniony 17 kwie 2012, 8:27 przez franz, łącznie zmieniany 1 raz.

Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”