Mimo wszystko mam ogromne wrażenie, że największy balonik o nazwie Real to napompowali sobie kibice Bayernu i to dopiero po dwumeczu, żeby móc się czuć jeszcze zajebistszym. Cóż, nie mogę im tego zabronić. To musi być fajne uczucie, a że momentami wychodzi śmiesznie, jak np. tu:
to cóż. W slangu internetowym jest to niemal doskonała definicja trollowania.Ebi pisze:ja się nie obrażam, bo świadomie bawię się w prowokacje i bicie piany z pyska moich oponentów To takie sympatyczne.
Śmieszy mnie też trochę narzekanie, że jak to z tego Realu mogli zrobić jakąś europejska potęgę. Przecież to niepojęte, bo w ostatnich iluś tam latach nie mogli przejść 1/8. Głupi dziennikarscy nie znający się abderyci. Nie ma absolutnie żadnego znaczenia, że obecnego składu do tego z tamtych sezonów kompletnie nie da się porównać, bo w całej kadrze zostało od tamtych czasów raptem kilka nazwisk. Poza tym Real nie miał wpływu na to, że akurat nie było mu dane zagrać z Arsenalem, czy Manchesterem. Też chętnie bym taki mecz obejrzał.
Natłukliście tych postów, a ja już nie pamiętam o czym jeszcze pisaliście, więc pewnie nie do wszystkiego się odniosłem. Aha, ja gwałtu nie widziałem, ale wmawianie sobie tego, że jednak był, jest całkiem dobre dla poczucia własnej wartości po przegranej po raz kolejny lidze z teoretycznie dużo słabszym Dortmundem. Ja to rozumiem. "Jednak nie jesteśmy lamami, jesteśmy bardziej zajebiści niż myślałem". Nie jest to jeszcze typ osobowości narcystycznej charakterystycznej dla wielu kibiców Barcelony w odniesieniu do piłki właśnie, ale też dobre.



